Ojciec i ojczym

Blog ojca siedmiolatka i ojczyma czternastolatki

28 stycznia 2010

10 urodziny B.

Minął dokładnie rok od mojej ostatniej notki. Może jeszcze czasem coś popiszę.

Urodziny B. fajne.

Mam być szczególnie miły dla A. za to, że nie olała jego urodzin.


Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
28 stycznia 2009

Urodziny B.

B. miał wczoraj urodziny - dziewiąte. Powinienem pewnie zmienić podtytuł tego bloga, bo dzieci mi rosną. Ale zostanie, jak jest. O. ma już 16, B. - 9.

W weekend B. był u nas i w sobotę był na imprezie urodzinowej u kolegi. Potem pytał, czy on też będzie miał imprezę. Chciałem się jakoś porozumieć w tej sprawie z jego matką, ale ona nie raczy nawet zapytać, co robiliśmy, więc jakoś się nie złożyło. W poniedziałek popłakał się, “bo to najgorsze jego urodziny, bo nie będzie miał nawet imprezy, a wszyscy koledzy mają”. Zapytałem go, dlaczego. “Bo mama nie ma pieniędzy”. No to się lekko wkurzyłem, ale zapewniłem go, że my mu zorganizujemy imprezkę.

Raz dwa zadzwoniłem do kręgielni i zarezerwowałem salę na sobotę, kiedy będzie u mnie. Okazało się, że pakiet urodzinowy (tory  do kręgli, soki, czipsy, orzeszki i szampan) kosztują 150 zł, tort we własnym zakresie, parę złotych dla każdego gościa na automaty i całość zamknie się pewnie w 250 zł. B. powiedział, że dołoży ze swoich (ma odłożone) 150 zł. Powiedziałem mu, że to nie jest taki wielki koszt, żeby musiał dokładać ze swoich. Od razu mu się humor polepszył. Dziś zrobiłem mu zaproszenia dla gości.

Aż się prosi o komentarz postawa matki, która dziecku wmawia, że nie ma pieniędzy pracując na dwóch nieźle płatnych etatach, mieszkając z facetem, który też ma pensję i dorabia na ściance wspinaczkowej, a wakacje planują we Włoszech. No cóż - my do Włoch nie pojedziemy. Zresztą 9-latkowi chyba bardziej zależy na imprezie urodzinowej niż na wakacjach we Włoszech.

Chciałoby się dzieciom dać wszystko, ale nie zawsze można. Można jednak im osłodzić pewne braki, a taką osłodą może być choćby zorganizowanie imprezy, czy też jakiegoś wspólnego wyjścia.

zebry.jpg


Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
13 stycznia 2009

Głupota ludzka, czyli gdzie tu zaparkować

Ostatnio głośno w moim mieście o kierowcach parkujących na osiedlowych uliczkach w taki sposób, że straż pożarna nie jest w stanie podjechać pod palący się blok. Mnie to też drażni - pod moim oknem jest wjazd dla śmieciarek i właśnie dla straży, gdyby się paliło, ale zawsze wieczorem jest zastawiony. Często już służby śmieciowe trąbiły mi rano pod oknem, żeby ktoś samochód zabrał.

Mnie się wydawało, że policja mogłaby sprawę załatwić. Ale NIE! Droga jest spółdzielcza, więc policja ukarać takiego barana jednego z drugim nie może. Hmmm. Dziwne. Czyli, jeśli na terenie spółdzielni ktoś coś ukradnie, to policja też nie może? Polska to dziwny kraj.

Obserwuję też pod blokiem metodę parkowania wzdłuż ulicy. Większość “kierowców” potrzebuje co najmniej 1 metra z przodu i 1 metra z tyłu samochodu. I tym sposobem każdy samochód zajmuje miejsce 1.5 samochodu. No i nie można znaleźć miejsca do zaparkowania, więc stawiają na trawnikach i placu zabaw.

Tydzień temu była śnieżyca - nie ma co gadać - działo się. Firma się nie sprawiła itp itd. A wczoraj rano służby miejskie odśnieżyły nam schody pod blokiem. Acha - pochwała należy się paniom sprzątaczkom ze spółdzielni - spółdzielcze chodniki wokół bloku cały czas czarne i posypane. Czyli jednak można. Szkoda, że na miejskich chodnikach ciągle śnieg i błoto.

A może zacznę umieszczać zdjęcia tych pacanów, co parkują w niedozwolonych miejscach i blokują wjazd straży? Czy to zgodne z prawem?

Boniek w wyścigu kłusaków!

Szok :)


Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
25 listopada 2008

“Nie widzę powodu …”

W sobotę byliśmy na chrzcie B. Był bardzo zdenerwowany, ale chyba nie bardziej ode mnie. Po całej akcji postanowiłem nie mieszać się i po prostu być. Ogólnie ceremonia kameralna, kilka osób z najbliższej rodziny, którzy w zasadzie udawali, że mnie nie widzą. Oprócz ex-szwagierki i ex-szwagra i ich córki, którzy traktują mnie dość serdecznie.

Po ceremonii zostaliśmy z A. i O. w kościele, chwilę porozmawiałem z księdzem i mu podziękowałem za to, że dzięki niemu mogłem uczestniczyć w tym święcie mojego syna.

W poniedziałek postanowiłem, że warto by było porozmawiać z matką B. o nim, o jego przyszłości, o wychowaniu. Zwłaszcza że ma nowego partnera, który w dużym stopniu będzie miał wpływ na B. Przyjechali po B. i spokojnie poprosiłem ją o spotkanie. Usłyszałem - “Nie widzę powodu, żeby się spotykać i rozmawiać. Napisz mi o co ci chodzi”.

Chyba chodzi jej o SMS. No tak - to najlepszy sposób omawiania spraw wychowania dziecka.

stajenka1.jpg


Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
17 listopada 2008

Sprawy duchowe

Muszę się podzielić w Wami ostatnimi dość burzliwymi przeżyciami, które mnie spotkały, a których podłoża zupełnie nie ogarniam. Najlepiej zacznę od początku.

Jestem niewierzący, ale nie jestem wojującym antykatolikiem. Jak już wcześniej pisałem, B. miał wolny wybór, jeśli chodziło o lekcje religii. Zdecydował się na nie nie chodzić. Gdy rozwodziliśmy się z jego matką, ona stwierdziła, że chce go ochrzcić i wychowywać w duchu katolickim. Powiedziałem jej wtedy, że najpierw ona sama musi żyć w ten sposób, żeby mogła dać sobą przykład dziecku, żeby umiała odpowiadać na jego pytania dotyczące wiary. I na tym stanęło. B. na religię nie chodzi, wierzyć może i wierzy, a może i nie - no bo co taki 9-latek może wiedzieć, jak nie był wychowywany w wierze?

Kilka dni temu B. powiedział mi w luźnej rozmowie i przypadkiem, że 22.11 będzie miał chrzest. Mnie jakby ktoś w łeb strzelił. Ponieważ rzeczony weekend miał być “mój”, to napisałem SMS-em do matki B. co z weekendem. Odpowiedziała, żeB. zostanie w domu. Ja na to - dlaczego? “Bo mamy zaplanowany” - dostałem odpowiedź. Stąd ewidentny wniosek, że mnie nie miała zamiaru poinformować o chrzcie mojego syna. A że B. nie wiedział o której godzinie i w jakim kościele, to postanowiłem zadzwonić do proboszcza ich parafii.

Proboszcz moim telefonem był dość zszokowany, bo matka B. powiedziała mu, że ja się synem nie interesuję i mnie na chrzcie nie będzie. Jak mu wyjaśniłem, że jest to absolutnie nieprawda, że ona ukrywała ten fakt przede mną i że nie mam nic przeciwko przystąpienia B. do chrztu, jeśli tego chce, proboszcz stwierdził, że w tej sytuacji on czuje się oszukany i nie wie, czy dojdzie w ogóle do sakramentu w wyznaczonym terminie, zwłaszcza że nie dostał jeszcze żadnych dokumentów. Stwierdził, że zadzwoni do niej i dowie się, jak ona sobie to wyobraża i poprosi o wyjaśnienia.

Chyba zadzwonił, bo wczoraj ona do mnie zadzwoniła i wykrzyczała, że jej brużdżę i że poda mnie do sądu o ograniczenie praw rodzicielskich. Przyznam, że mnie mocno zdenerwowała, ale pocieszyłem się, że będzie zabawnie wezwać księdza proboszcza na świadka do sądu.

Czekam na dalszy ciąg wydarzeń. Mam tylko nadzieję, że wykryte oszustwo i to że matka wyszła na idiotkę nie skupi się na B. Bardzo możliwe, że ona mu będzie robiła wymówki, że mi “się wygadał”.

krzyz1.jpg


Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
web stats stat24