Więcej tu nie będę spał!
B. oczywiście wstał skoro świt, ale cichutko zajmował się sobą. Tu trzeba mu przyznać, że szanuje prawo innych do pospania trochę dłużej w niedziele.
Przed obiadem postanowiliśmy pojechać na grzyby. Pogoda wielce obiecująca, ale grzybów niestety brak. Uzbieraliśmy w sumie 8 kurek. Zresztą bardziej nam zależało na wspólnym połażeniu po lesie niż na zbieraniu grzybów, na których zresztą się nie znamy. Po obiedzie B. poszedł na 2 godziny do dziadków, a my na trening O. Jak go odbierałem, to widziałem, że zadowolony sobie oglądał bajki i trochę poleżał bez celu.
Cały dzień można uznać za udany, ale na koniec rzuciliśmy hasło, że skoro A. robiła śniadanie, ja obiad, to dzieci wspólnie zrobią kolację. No i tu się pojawił absolutny bunt u B., że on nie będzie robił, że nie chce i w końcu stwierdził, że on tu już więcej spać nie będzie. Bardzo typowe zachowanie – matka mu zawsze robi jedzenie, babcia do tej pory też, on nic nie pomagał, a u nas każdy coś robi, czasem sam, czasem wspólnie, ale nie ma „królewiąt” obsługiwanych. O. zaraz skoczyła robić kolację i go namawiać, żeby jej pomógł. Musiałem chwilę z nim porozmawiać, że każdy coś robi, że wystarczy posmarować masłem, a to potrafi. Jakoś się udało go namówić i pomagał O. bardzo dzielnie. Potem już był zadowolony i zaoferował, że jutro zrobią z O. obiad. Może z O. nie, ale ze mną na pewno. Jutro zupa jarzynowa, więc będzie miał okazję pomachać nożem i pokroić warzywa.
Ciężko się przekazuje dziecku już trochę przyzwyczajonemu do bycia obsługiwanym to, że każdy ma jakieś w domu obowiązki. Mimo jego odgrażania, że nie będzie u nas spał, wiem, że to nieprawda, to są jego typowe zagrywki, próbuje czasem mnie szantażować, sprawić mi przykrość. Ale tak naprawdę, to on tak nie myśli, to jest taka próba sił, postawienia na swoim, zaznaczenia własnego zdania. Zdaję sobie sprawę, że może być coraz trudniej, jeśli nie będziemy mądrze postępować. Na razie jest mi trudniej być dobrym ojcem niż dobrym ojczymem.
Categories: Archiwum Tags:
Pierwsza noc
B. dziś śpi u nas po raz pierwszy. Mieszkam tu oficjalnie (dla niego) od pół roku, czasem do nas przychodził, ale jeszcze nigdy nie został na noc. Jak O. była na obozie, powiedziałem mu, że mógłby u nas spać, jeśli chce, bo jest wolne łóżko, ale wtedy nie chciał. Za to powiedział, że jak O. będzie, to on może spać na materacu. No to mu kupiliśmy materac i jak mu powiedziałem, że może u nas spać w ten weekend, to się bardzo ucieszył.
Zaplanowaliśmy dziś odwiedziny u dziadków, ale byliśmy tylko chwilkę, bo już chciał do nas wracać i zapowiedział, że śpi u nas. A zostaje do wtorku, czyli w sumie 3 noce. Zobaczymy, jak my wszyscy razem to wytrzymamy. Będzie to i dla B. i dla nas ważna próba.
Spędziliśmy dzisiejszy dzień bardzo miło, choć pogoda kiepska. Nie wiem tylko, jak go przekonać do wspólnej gry w Chińczyka – on jak widzi, że może przegrać, to od razu się poddaje. Wolał w ogóle nie grać niż choćby spróbować.
Ale ogólnie świetnie się bawiliśmy. Pomagał A. w przygotowaniu ciasta do pieczenia i był przy tym mocno zaaferowany. O. wróciła z treningu i zjedliśmy wreszcie obiad. O dziwo B. zjadł wszystko bez większego marudzenia. No muszę przyznać, że jest z niego niejadek. Musi mieć cały czas coś drobnego podawane, żeby jadł. Potem poszliśmy do miasta na moje imieninowe lody. A. z B. biegała po chodnikach, a my z O. szliśmy bardzo dostojnie. Potem Shrek na DVD dla dzieci, a my chwilkę drzemki złapaliśmy. I już właściwie wieczór, kolacja, kąpiel i spanie. Zobaczymy, jak jutro wstanie.
Zawsze się zastanawiałem, jak to będzie – jak wprowadzić B. w moją nową rodzinę, jak on je zaakceptuje, jak one jego. I widzę, że drobnymi kroczkami dochodzimy już do wspaniałego zgrania, akceptacji i świetnej zabawy. Również O. zaczyna go traktować bardziej jak młodszego brata niż jak kolegę, kogoś. Troszczy się o niego, jak oglądali Shreka, to go okryła, żeby nie zmarzł. To miłe.
Categories: Archiwum Tags:
Nad morzem we troje
Pierwszy wyjazd z dzieciakami na tydzień nad morze. Co innego wyjechać we dwóch z synem, a co innego wyjechać z dwójką i to w dodatku po raz pierwszy. Ja po raz pierwszy z córką sam (A. nie dostała urlopu) przez dłużej niż jeden dzień, B. po raz pierwszy z O. dłużej niż kilka godzin. A tu cały tydzień we troje w jednym pokoju, ciągle razem i w dodatku pogoda nie zapowiadała się na plażową. Po prostu potencjalne towarzystwo konfliktowe.
Z rozmów z dzieciakami wyglądało na to, że oboje cieszą się na wspólny wyjazd, B. chyba bardzo zależało, żeby z O. pojechać. Ona go bardzo fascynuje, chyba mu imponuje taka duża „siora”. Trochę trzeba było jednak oboje nastawić przed wyjazdem, bo każde jednak ma trochę za uszami. O. lubi dłużej posiedzieć w łazience i B. miał się nie dobijać, choć i tak któregoś dnia zapytał – Co ona tam tak długo robi? B. z kolei, jak już wspominałem, ma dość niski poziom akceptacji żartów z siebie i też trzeba się trochę pilnować, więc uświadomiliśmy to O., żeby nie dokuczała mu.
Spakowani, zaopatrzeni w wałówkę, książki do czytania i oglądania wyjechaliśmy w czterogodzinną drogę samochodem, która już była sprawdzianem samym w sobie. Niestety nie wzięliśmy „komputerka B.”, czyli samochodowego odtwarzacza DVD, więc B. musiał zadowolić się pokazywaniem O. swoich książek, głównie „Kroniki Spiderwick. Przewodnik terenowy po fantastycznym świecie wokół nas.” Nawiasem mówiąc – serdecznie polecam dla chłopców, choć i O. się podobało. Jakoś dojechaliśmy z krótkimi postojami i niewielką ilością pytań „Daleko jeszcze?”.
Nad morzem pogoda nam nie dopisała, choć dwa dni poplażowaliśmy, popływaliśmy w lodowatym morzu i pobudowaliśmy piaskowe zamki. Pozostałe dni to czas spacerów w wietrze i deszczu. Dzieci dzielnie znosiły moje wyganianie ich z pokoju na plażę, zbierały kamienie z odciskami skamieniałości, co zostało sprowokowane odwiedzinami muzeum kamieni w Kamieniu Pom. Międzyzdroje to ogólnie rozczarowanie oprócz muzeum figur woskowych i molo, więc wracaliśmy z wycieczki szybko, zwłaszcza że zaczęło lać się z nieba okrutnie.
W czasie dni deszczowych więcej siedzieliśmy w pokoju i w sali bilardowej. Dali się namówić na grę w bilard, ale niestety B. jest troszkę za krótki do kija bilardowego. Potem próby gry w lotki, ale jak B. zaczyna przegrywać, to się zniechęca i nie chce więcej grać. Trzeba go trochę ponakłaniać i czasem się daje przekonać, a przecież wiadomo, że O. też chce wygrywać. Ja niekoniecznie, ale oni oboje jednak chcą wygrywać. Humor młodemu człowiekowi poprawiała zawsze gra w piłkarzyki, bo ma w szkole w świetlicy i całkiem nieźle mu idzie w przeciwieństwie do mnie, o O. nie wspomnę.
Muszę przyznać, że oprócz kilku niewielkich spięć tydzień we troje upłynął nam bardzo przyjemnie, oboje świetnie się spisali. Wyglądali naprawdę na nieźle zgrane rodzeństwo, choć przy lepszej pogodzie pewnie mniej by się nudzili. A ja praktycznie nie musiałem jakoś specjalnie wkraczać wychowawczo między nich. Oczywiście marudzenie B. przy posiłkach, świętego mogłoby wyprowadzić z równowagi, ale po kilku dniach wpadł w rytm i jadł bardzo dobrze. No i tu przestroga – nie bierzcie obiadokolacji z dziećmi. O wiele lepiej sprawdzały się trzy posiłki w stołówce, wyznaczały ładnie rytm dnia, co jednak przy dzieciach jest bardzo ważne.
Bardzo bałem się tego wyjazdu, czy sobie poradzę, czy zapanuję nad nimi nie tracąc nic w ich oczach. Muszę się przyznać, że się udało – przynajmniej z mojego punktu widzenia.
Categories: Archiwum Tags:
Moc wszystkiego
Dziś B. był ze mną. Najpierw posiedzieliśmy u dziadków, skąd wybraliśmy się na spacer, na którym omawialiśmy sprawy kosmosu, mocy kosmosu i czy kosmos jest niezniszczalny. Trudna dyskusja z siedmiolatkiem na temat wszechświata, wszechświatów równoległych i ich ewentualnej zagłady. Doszliśmy do wniosku, że tylko „moc wszystkiego” mogłaby zniszczyć kosmos.
Po obiedzie przenieśliśmy się do mnie. Trochę pograliśmy, poczytaliśmy i zaraz pojawiły się dziewczyny z prezentami – dla mnie książka na imieniny, dla dzieciaków zeszyty z fajnymi okładkami. Popołudnie spędziliśmy w czwórkę na spacerze, w domu na grach, czytaniu i rysowaniu. B. świetnie akceptuje moją żonę A., doskonale się dogadują, choć on często jest niecierpliwy, gdy A. mu coś opowiada. Z O. troszkę się jeszcze przepychają i chciałbym, żeby O. przestała już tak często się z nim drażnić – on ma jednak niższy próg odporności na żarty dziecięce.
Dziś absolutne zaskoczenie – B. w powrotnej drodze stwierdził, że chce w weekend spać u nas, a nie jak dotąd u dziadków. Fantastycznie – jakoś się zorganizujemy i może przez 3 noce od soboty do wtorku będzie spał. Jak zatęskni za dziadkami, to najwyżej przeniesie się na jedną noc do nich.
Świetny artykuł we „Wprost” pt. Kastrowanie córek – poleciłem A., bo okazuje się, że być dobrą matką córki też nie jest łatwe.
Categories: Archiwum Tags:
Pierwszy wpis, czyli nic specjalnego się nie działo
Trochę jeszcze testuję system blogowy, który ma mi służyć do prowadzenia tej strony.
Z niewiadomych mi bliżej przyczyn kiepsko przespałem noc. Najpierw A. obudziła mnie sprawdzając przez sen godzinę (4:40), później machałem Jej, gdy wychodziła do pracy, a na koniec o 7:30 obudziła mnie O. Wczoraj go nie widziałem, ale dziś przed wyjściem zauważyłem węża – tatuaż na ramieniu O. Na szczęście okazał się zmywalny, ale już się zastanawiałem (nawet to wyartykułowałem), jakie jeszcze niespodzianki nas czekają po obozie, o którym wkrótce więcej napiszę.
Categories: Archiwum Tags: