Ojciec i ojczym

Blog ojca siedmiolatka i ojczyma czternastolatki

30 lipca 2007

Narzędzia ojczyma

matrix ojca i ojczyma

Na podstawie artykułu Rona L. Deal i własnych przemyśleń

Każdy kto jest ojcem i stał się ojczymem wie, że to nie to samo. Choć są spore podobieństwa, to jednak pewne aspekty tych dwóch ról mogą zaskoczyć. Na ojcostwo można zostać przygotowanym przez oczekiwanie na narodziny dziecka, w czasie dyskusji z innymi ojcami, czerpiąc z doświadczeń swoich rodziców. Ale niewiele może nas przygotować na bycie ojczymem. U własnych dzieci ma się na ogół naturalny autorytet, który sprawia, że możemy być bezpośredni, z łatwością do nich docierać. Z dziećmi nie swoimi (pasierbami) jest się zawsze jakby krok w tyle.

Bycie ojczymem jest wyzwaniem. Być może dlatego wielu ojczymów separuje się emocjonalnie od swoich pasierbów i wycofuje z codziennych obowiązków związanych z ich wychowaniem. Ponieważ ten nieznany teren usiany jest minami, łatwiej jest wycofać się niż stawić czoło „wrogowi”. Mimo to ojczymowie mogą mieć ogromną i ważną rolę przywódczą wobec swoich przysposobionych dzieci, mogą służyć radą, wskazywać drogę przez życie, obdarzyć miłością i wsparciem.

Rozpoznanie terenu

Wszyscy przybrani rodzice muszą zdawać sobie sprawę z przeszłości swoich dzieci, jej wpływu na ich rozwój emocjonalny. Poznanie emocji dziecka, jego ran z przeszłości jest bardzo ważne, gdy przyjdzie nam borykać się czasem ze złością dzieci, gdy są wobec wszystkiego w rodzinie „na nie”.
Będąc ojczymem trzeba zdać sobie również sprawę z tego, że zdobywanie szacunku jest procesem, który postępuje w trakcie zwiększania zaufania i kontaktu z dziećmi. Trzeba być gotowym wejść w życie dziecka z pozycji outsidera, który powoli jest akceptowany – tak szybko, jak chce tego dziecko. Dla wielu mężczyzn jest przykre, że to dziecko wyznacza tempo, w jakim znajduje on akceptację rodziny. I to jest prawda – nie Ty decydujesz o swoim statusie rodzica, ale dzieci. One otworzą się przed tobą, gdy będą gotowe. Do tego czasu musisz dawać sobie radę z uczuciem braku kontroli i znaleźć swoje miejsce w rodzinie. Oto parę narzędzi, które mogą pomóc.

Szefuj niebezpośrednio

Są dwa rodzaje władzy w związku: władza związana z pozycją i władza oparta na wzajemnych relacjach. Początkowo jako ojczym masz władzę związaną z pozycją, ponieważ jesteś dorosłym, który ożenił się z matką dzieci. Podobnie jak nauczyciel w szkole masz władzę związaną z pozycją. W miarę jak masz coraz lepsze relacje z dziećmi, często przez lata zyskujesz drugi rodzaj władzy, ponieważ coraz bardziej je obchodzisz. Twoje zdanie się liczy, ważne są twoje oceny, a twoja bliskość wnosi bezpieczeństwo.

Na początku, gdy władza jest ograniczona do władzy związanej z pozycją dorosłego, sprytny ojczym szefuje w domu poprzez swoją żonę, która ma dużą władzę związaną z relacjami wobec swoich dzieci. Warto z nią współpracować i wyznaczać granice, oczekiwania i wartości, które są ważne w waszym domu. To ona może przekazywać te wartości dzieciom i wymagać dyscypliny.

Określ swoją rolę

Powinieneś jasno stwierdzić, że rozumiesz swoją rolę w rodzinie. Dzieci muszą usłyszeć, że ty wiesz, że nie jesteś ich ojcem i nie będziesz próbował zająć jego miejsca. Zakomunikowanie tego samego ich ojcu może również pomóc, nie będzie się obawiał twojego wpływu na jego dzieci. Zmniejszając jego obawy zwiększasz szanse na jego współpracę w związku z wychowywaniem przez ciebie jego dzieci. Powiedz również swoim pasierbom, że jeśli czują się dziwnie zawieszone między tobą i ich ojcem, to mogą ci to powiedzieć i nie urażą twoich uczuć.

Bądź przywódcą duchowym

Wyrażaj swoje zdanie na różne tematy, komentuj wartości przekazywane np. w TV, omawiaj swoje decyzje dotyczące wydawania pieniędzy na zbędne rzeczy. Pomoże to dzieciom poznać twój charakter i nauczyć się ważnych wartości moralnych. Pokaż im, że jesteś osobą wartą szacunku, a ostatecznie obdarzą cię szacunkiem.

Bądź dostępny

Bycie ojczymem oznacza, że nie zawsze chodzi o ciebie. Często negatywne reakcje dzieci w stosunku do ojczyma biorą się w rzeczywistości ze straty, którą dzieci poniosły. Ojczymowie są po prostu łatwym celem (to samo dotyczy macochy). W większości te złe sprawy są po prostu testem twojego charakteru. Pokaż, że niełatwo jest cię obrazić i naucz się radzić sobie z emocjonalną huśtawką.

Doceniaj

Jeśli chcesz podbić czyjeś serce, powiedz tysiąc komplementów, nawet gdy o nie nie proszą. Docenianie jest najszybszą drogą podniesienia kogoś na duchu i sprawienia, że dzieci będą się z tobą czuły dobrze. I z drugiej strony – bądź ostrożny z krytyką.

Spędzajcie czas razem

Znajduj czas, by być ze swoimi pasierbami, ale czyń to mądrze. Jeśli dziecko nie cieszy się z twojej obecności, włączaj się w jego życie z dystansu. Oklaskuj występy, ale nie próbuj być trenerem czy instruktorem. Zaproponuj jakieś wyjście, ale zostaw decyzję dziecku. Tutaj muszę przyznać, że ja osobiście jestem trenerem swojej córki i nie mam tego dystansu, ale tak też się udaje pod warunkiem, że rola trenera jest na wejściu akceptowana przez dziecko.
Również jeśli mówisz, że gdzieś będziesz – bądź tam. Nie zawiedź dziecka, które się decyduje czy wpuścić cię do swojego serca czy nie. W miarę rosnących relacji między wami możecie spędzać razem czas tylko ze sobą.

Radź sobie ze stresem i złością

Dzieci szybko wybaczają swoim biologicznym rodzicom, gdy oni popełnią błędy. Ojczymom (macochom) tak szybko nie wybaczają. Gdy stres i konflikt narastają (a będą) pamiętaj, by umieć sobie z nimi radzić. Ocena twojego charakteru przez dziecko nie będzie zawierała jego wkładu w konflikt, nawet jeśli został przez dziecko specjalnie sprowokowany. Jedyne co zobaczy, to złego i zdenerwowanego człowieka. Pamiętaj, że dzieci chcą wiedzieć, czy warto kochać ojczyma, czy warto zaryzykować. Przekonaj je, ze warto.
Oczywiście nie znaczy to, że nie wolno ci się denerwować. Po prostu panuj nad emocjami i nie reaguj przesadnie jeśli chodzi o dziecko, czy jego matkę.


Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
30 lipca 2007

Więcej tu nie będę spał!

LasB. oczywiście wstał skoro świt, ale cichutko zajmował się sobą. Tu trzeba mu przyznać, że   szanuje prawo innych do pospania trochę dłużej w niedziele.

Przed obiadem postanowiliśmy pojechać na grzyby. Pogoda wielce obiecująca, ale grzybów niestety brak. Uzbieraliśmy w sumie 8 kurek. Zresztą bardziej nam zależało na wspólnym połażeniu po lesie niż na zbieraniu grzybów, na których zresztą się nie znamy. Po obiedzie B. poszedł na 2 godziny do dziadków, a my na trening O. Jak go odbierałem, to widziałem, że zadowolony sobie oglądał bajki i trochę poleżał bez celu.

Cały dzień można uznać za udany, ale na koniec rzuciliśmy hasło, że skoro A. robiła śniadanie, ja obiad, to dzieci wspólnie zrobią kolację. No i tu się pojawił absolutny bunt u B., że on nie będzie robił, że nie chce i w końcu stwierdził, że on tu już więcej spać nie będzie. Bardzo typowe zachowanie – matka mu zawsze robi jedzenie, babcia do tej pory też, on nic nie pomagał, a u nas każdy coś robi, czasem sam, czasem wspólnie, ale nie ma „królewiąt” obsługiwanych. O. zaraz skoczyła robić kolację i go namawiać, żeby jej pomógł. Musiałem chwilę z nim porozmawiać, że każdy coś robi, że wystarczy posmarować masłem, a to potrafi. Jakoś się udało go namówić i pomagał O. bardzo dzielnie. Potem już był zadowolony i zaoferował, że jutro zrobią z O. obiad. Może z O. nie, ale ze mną na pewno. Jutro zupa jarzynowa, więc będzie miał okazję pomachać nożem i pokroić warzywa.

Ciężko się przekazuje dziecku już trochę przyzwyczajonemu do bycia obsługiwanym to, że każdy ma jakieś w domu obowiązki. Mimo jego odgrażania, że nie będzie u nas spał, wiem, że to nieprawda, to są jego typowe zagrywki, próbuje czasem mnie szantażować, sprawić mi przykrość. Ale tak naprawdę, to on tak nie myśli, to jest taka próba sił, postawienia na swoim, zaznaczenia własnego zdania. Zdaję sobie sprawę, że może być coraz trudniej, jeśli nie będziemy mądrze postępować. Na razie jest mi trudniej być dobrym ojcem niż dobrym ojczymem.


Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
29 lipca 2007

Pierwsza noc

B. dziś śpi u nas po raz pierwszy. Mieszkam tu oficjalnie (dla niego) od pół roku, czasem do nas przychodził, ale jeszcze nigdy nie został na noc. Jak O. była na obozie, powiedziałem mu, że mógłby u nas spać, jeśli chce, bo jest wolne łóżko, ale wtedy nie chciał. Za to powiedział, że jak O. będzie, to on może spać na materacu. No to mu kupiliśmy materac i jak mu powiedziałem, że może u nas spać w ten weekend, to się bardzo ucieszył.

Zaplanowaliśmy dziś odwiedziny u dziadków, ale byliśmy tylko chwilkę, bo już chciał do nas wracać i zapowiedział, że śpi u nas. A zostaje do wtorku, czyli w sumie 3 noce. Zobaczymy, jak my wszyscy razem to wytrzymamy. Będzie to i dla B. i dla nas ważna próba.

Spędziliśmy dzisiejszy dzień bardzo miło, choć pogoda kiepska. Nie wiem tylko, jak go przekonać do wspólnej gry w Chińczyka – on jak widzi, że może przegrać, to od razu się poddaje. Wolał w ogóle nie grać niż choćby spróbować. 

Ale ogólnie świetnie się bawiliśmy. Pomagał A. w przygotowaniu ciasta do pieczenia i był przy tym mocno zaaferowany. O. wróciła z treningu i zjedliśmy wreszcie obiad. O dziwo B. zjadł wszystko bez większego marudzenia. No muszę przyznać, że jest z niego niejadek. Musi mieć cały czas coś drobnego podawane, żeby jadł. Potem poszliśmy do miasta na moje imieninowe lody. A. z B. biegała po chodnikach, a my z O. szliśmy bardzo dostojnie. Potem Shrek na DVD dla dzieci, a my chwilkę drzemki złapaliśmy. I już właściwie wieczór, kolacja, kąpiel i spanie. Zobaczymy, jak jutro wstanie.

Zawsze się zastanawiałem, jak to będzie – jak wprowadzić B. w moją nową rodzinę, jak on je zaakceptuje, jak one jego. I widzę, że drobnymi kroczkami dochodzimy już do wspaniałego zgrania, akceptacji i świetnej zabawy. Również O. zaczyna go traktować bardziej jak młodszego brata niż jak kolegę, kogoś. Troszczy się o niego, jak oglądali Shreka, to go okryła, żeby nie zmarzł. To miłe.


Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
26 lipca 2007

Nad morzem we troje

morze1.jpgPierwszy wyjazd z dzieciakami na tydzień nad morze. Co innego wyjechać we dwóch z synem, a co innego wyjechać z dwójką i to w dodatku po raz pierwszy. Ja po raz pierwszy z córką sam (A. nie dostała urlopu) przez dłużej niż jeden dzień, B. po raz pierwszy z O. dłużej niż kilka godzin. A tu cały tydzień we troje w jednym pokoju, ciągle razem i w dodatku pogoda nie zapowiadała się na plażową. Po prostu potencjalne towarzystwo konfliktowe.

Z rozmów z dzieciakami wyglądało na to, że oboje cieszą się na wspólny wyjazd, B. chyba bardzo zależało, żeby z O. pojechać. Ona go bardzo fascynuje, chyba mu imponuje taka duża „siora”. Trochę trzeba było jednak oboje nastawić przed wyjazdem, bo każde jednak ma trochę za uszami. O. lubi dłużej posiedzieć w łazience i B. miał się nie dobijać, choć i tak któregoś dnia zapytał – Co ona tam tak długo robi? B. z kolei, jak już wspominałem, ma dość niski poziom akceptacji żartów z siebie i też trzeba się trochę pilnować, więc uświadomiliśmy to O., żeby nie dokuczała mu.

Spakowani, zaopatrzeni w wałówkę, książki do czytania i oglądania wyjechaliśmy w czterogodzinną drogę samochodem, która już była sprawdzianem samym w sobie. Niestety nie wzięliśmy „komputerka B.”, czyli samochodowego odtwarzacza DVD, więc B. musiał zadowolić się pokazywaniem O. swoich książek, głównie „Kroniki Spiderwick. Przewodnik terenowy po fantastycznym świecie wokół nas.” Nawiasem mówiąc – serdecznie polecam dla chłopców, choć i O. się podobało. Jakoś dojechaliśmy z krótkimi postojami i niewielką ilością pytań „Daleko jeszcze?”.

Nad morzem pogoda nam nie dopisała, choć dwa dni poplażowaliśmy, popływaliśmy w lodowatym morzu i pobudowaliśmy piaskowe zamki. Pozostałe dni to czas spacerów w wietrze i deszczu. Dzieci dzielnie znosiły moje wyganianie ich z pokoju na plażę, zbierały kamienie z odciskami skamieniałości, co zostało sprowokowane odwiedzinami muzeum kamieni w Kamieniu Pom. Międzyzdroje to ogólnie rozczarowanie oprócz muzeum figur woskowych i molo, więc wracaliśmy z wycieczki szybko, zwłaszcza że zaczęło lać się z nieba okrutnie.

W czasie dni deszczowych więcej siedzieliśmy w pokoju i w sali bilardowej. Dali się namówić na grę w bilard, ale niestety B. jest troszkę za krótki do kija bilardowego. Potem próby gry w lotki, ale jak B. zaczyna przegrywać, to się zniechęca i nie chce więcej grać. Trzeba go trochę ponakłaniać i czasem się daje przekonać, a przecież wiadomo, że O. też chce wygrywać. Ja niekoniecznie, ale oni oboje jednak chcą wygrywać. Humor młodemu człowiekowi poprawiała zawsze gra w piłkarzyki, bo ma w szkole w świetlicy i całkiem nieźle mu idzie w przeciwieństwie do mnie, o O. nie wspomnę.

Muszę przyznać, że oprócz kilku niewielkich spięć tydzień we troje upłynął nam bardzo przyjemnie, oboje świetnie się spisali. Wyglądali naprawdę na nieźle zgrane rodzeństwo, choć przy lepszej pogodzie pewnie mniej by się nudzili. A ja praktycznie nie musiałem jakoś specjalnie wkraczać wychowawczo między nich. Oczywiście marudzenie B. przy posiłkach, świętego mogłoby wyprowadzić z równowagi, ale po kilku dniach wpadł w rytm i jadł bardzo dobrze. No i tu przestroga – nie bierzcie obiadokolacji z dziećmi. O wiele lepiej sprawdzały się trzy posiłki w stołówce, wyznaczały ładnie rytm dnia, co jednak przy dzieciach jest bardzo ważne.

Bardzo bałem się tego wyjazdu, czy sobie poradzę, czy zapanuję nad nimi nie tracąc nic w ich oczach. Muszę się przyznać, że się udało – przynajmniej z mojego punktu widzenia.


Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
24 lipca 2007

Moc wszystkiego

Dziś B. był ze mną. Najpierw posiedzieliśmy u dziadków, skąd wybraliśmy się na spacer, na którym omawialiśmy sprawy kosmosu, mocy kosmosu i czy kosmos jest niezniszczalny. Trudna dyskusja z siedmiolatkiem na temat wszechświata, wszechświatów równoległych i ich ewentualnej zagłady. Doszliśmy do wniosku, że tylko “moc wszystkiego” mogłaby zniszczyć kosmos.

Po obiedzie przenieśliśmy się do mnie. Trochę pograliśmy, poczytaliśmy i zaraz pojawiły się dziewczyny z prezentami - dla mnie książka na imieniny, dla dzieciaków zeszyty z fajnymi okładkami. Popołudnie spędziliśmy w czwórkę na spacerze, w domu na grach, czytaniu i rysowaniu. B. świetnie akceptuje moją żonę A., doskonale się dogadują, choć on często jest niecierpliwy, gdy A. mu coś opowiada. Z O. troszkę się jeszcze przepychają i chciałbym, żeby O. przestała już tak często się z nim drażnić   - on ma jednak niższy próg odporności na żarty dziecięce.

Dziś absolutne zaskoczenie - B. w powrotnej drodze stwierdził, że chce w weekend spać u nas, a nie jak dotąd u dziadków. Fantastycznie - jakoś się zorganizujemy i może przez 3 noce od soboty do wtorku będzie spał. Jak zatęskni za dziadkami, to najwyżej przeniesie się na jedną noc do nich.

Świetny artykuł we “Wprost” pt. Kastrowanie córek - poleciłem A., bo okazuje się, że być dobrą matką córki też nie jest łatwe.


Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
web stats stat24