Obozowe degustacje

Powracam do sprawy, którą wcześniej sygnalizowałem. Do sprawy obozu, na którym była O. i niespodzianek, które ten pobyt ze sobą przyniósł. O. pojechała w pobliże na obóz sportowy (taaa bardzo sportowy), mieszkała mniej więcej z rówieśnikami zadomowionymi w ośrodku. Trochę puściliśmy ją samopas, bo trudno mówić o opiece wychowawcy, ale to było wpisane w ryzyko, które podjęliśmy licząc na jej rozsądek. Przed obozem przeprowadziliśmy oczywiście rozmowy na tematy wszelakich zagrożeń płynących z pobytu w dość rozluźnionej atmosferze tego ośrodka. Była rozmowa na temat alkoholu i papierosów. Niestety nie obyło się bez degustacji obu używek. Dobrą stroną w całej tej sprawie jest to, że O. opowiedziała nam o tym sama – jak, kiedy, co i ile.

Z jednej strony karygodne jest to, że piła wino (w dodatku tanie – jakaś Sofia brrr) i popalała papierosy, ale z drugiej pocieszające, że miała odwagę i zaufanie, żeby nam o tym powiedzieć. Zmyliśmy jej za te używki głowę, mam nadzieję, że zrozumiała, że 14 lat to zdecydowanie za wcześnie na alkohol i papierosy. Może trochę za łagodnie potraktowaliśmy całą sprawę, ale gdybyśmy zareagowali ostro, to straciłaby do nas zaufanie i mogłaby zamknąć się w sobie i już nigdy nic nie powiedzieć. Moim zdaniem chyba lepiej wiedzieć, co dziecko robi poza domem i dowiadywać się tego od niego samego niż gdyby dostać taką informację od kogoś obcego.

Cieszę się, że O. ma do nas zaufanie i mówi nam o wszystkim, co jej dotyczy. Chciałbym, żeby B. miał tak samo. A z B. wczoraj rozmawiałem, zadowolony z pobytu nad morzem, choć woda zimna. Trochę musiałem z niego wyciągać, co i jak, ale to normalne, że on nie wie, o czym przez telefon ma mi opowiadać.

A może Wy drodzy czytelnicy tego bloga macie pomysł, jak postąpić z nastolatką, która przyznała się do degustacji alkoholu i papierosów? Napiszcie.