Nie tylko ojciec
Są momenty, gdy zdajemy sobie dużo bardziej sprawę z tego, że nie jesteśmy rodzicami, ale również dziećmi. Że martwimy się nie tylko o dzieci, ale również o rodziców. Ostatnie dni sprawiły, że bardziej zdałem sobie sprawę z tego, że jestem też synem i że potrzebny jestem również swoim rodzicom. Na rodziców zawsze mogłem liczyć, teraz chcę, żeby oni na mnie mogli się oprzeć, żebym umiał im pomóc.
Mama miała dziś operację. Bardzo się martwiłem (nadal się martwię). Wszystko poszło dobrze. Jutro jeszcze nie można Jej odwiedzić, ale pojedziemy albo w sobotę albo w niedzielę. Wczoraj i dziś takie dni jakieś nie bardzo, nie umiałem sobie miejsca znaleźć, takie wszystko rozmemłane i ogólnie ble.

A co jeśli nie miałem Oparcia i swoich rodziców? Ten temat nurtuje mnie odkąd jestem świadomy swojego życia ‘rodzinnego’.
Chyba nie umiem Ci na to pytanie odpowiedzieć. Czy nie miałeś oparcia w rodzicach, czy nie miałeś rodziców?
Inna sprawa, że warto dawać coś od siebie, nawet jeśli nic za to nie dostajesz, czy nie dostawałeś kiedyś.
Nie miałem oparcia.
Tak, maz rację.
A inna sprawa, jeżeli Cie wychowano bez miłości i w pewien specyficzny sposób, który Cie dzisiaj może drażnić.
Im dzieci i rodzice są starsi nasze obawy o nich rosną , zamiast maleć …Dziwne te układy no nie ?
Mama będzie dochodziła do siebie pomału ale systematycznie , zwłaszcza ,że jest otoczona tak piekną miłośćią bliskich . A swoją drogą , dziwne ,że do mamy nie wpuścili Cie za raz po operacji ale co kraj to obyczaj . Trzymaj się ciepło i nie marnuj siły na zamartwianie się , przesyłaj mamie dużo pozytywnych wibracji
Nie wpuścili, bo była na OIOMie, a poza tym szpital 120km ode mnie. Dziś zadzwoniła – czuje się świetnie, ale nie chce, żeby ją odwiedzać przed niedzielą. Chyba musi dojść do siebie i jak to kobieta – wyglądać
@słonek: nie znam Twojej sytuacji, ale rodzice zwykle wychowują tak, jak potrafią. A w szkołach nie uczą, jak być rodzicami, jak kochać. To się wie albo nie. Wydaje mi się, że nie trzeba ich teraz oceniać, trzeba dać z siebie jak najwięcej, tyle i tak jak się to potrafi.
Ja pracuje w szpitalu i tutaj (USA) nawet na takich specjalistycznych oddziałach , wpuszczają odwiedzających .Ograniczona jest liczba odwiedzających do jednej osoby ale jest się z bliskimi jeśli się chce w tych najkrytyczniejszych momentach być z nimi . Różnica pomiędzy szpitalami w Polsce a w USA jest taka ,że tutejsze są bardziej przyjazne nie tylko choremu ale najbliższym jego .
Ciesze się ,że Mama czuje się lepiej . Pozdrowienia
No tak – u nas bardzo wolno się cywilizuje służba zdrowia. Spuścizna mentalna po PRL ciągle się dobrze trzyma.
Pozdrawiam i cieszę się, że tu zaglądasz.
Zaglądam ,bo lubię czytać normalnych i mądrych ludzi , a TY do takich się zaliczasz .
[...] mama wraca ze szpitala, gdzie znowu jej poprawiali poprzednią operację. Wymiana stawu biodrowego skończyła się złamaniem krętarza. Lekarz operujący zaszył, [...]