Korzystając z nieobecności dzieci

Farba ojczyma ;)

Nie, nie – nie będzie tego, o czym niektórzy mogli pomyśleć ;-) Ot pod nieobecność dzieci i mamy pomalowałem Jej pokój, żeby wróciła do świeżego po szpitalu. Malowało się świetnie, ale gdzieś popełniłem błąd technologiczny. Wybrałem farbę Dulux Super Matt Plus lateksową i jak zwykle malowałem wałkiem, ale narożniki odciąłem pędzlem. No i właśnie problem objawił się w narożnikach – po wyschnięciu farba popękała. Przypuszczam, że pędzlem za grubo położyłem farbę i stąd to się wzięło. Przy zwykłych emulsjach takiego efektu nie uzyskiwałem. Na szczęście pęknięcia są małe i w miejscach, gdzie zakryje je zasłona.

Ćwiczenia fizyczne typu step-up na drabinie nie są moją mocną stroną i teraz koszmarnie mnie bolą nogi. Całe szczęście, że tato zapewnił większą ilość napojów nisko procentowych typu lager. Bez tego chyba by mi się nie udało zakończyć gimnastyki na drabinie z wałkiem w ręku.

Wróciłem do domu i tu niespodzianki – 2 miłe i 1 bardzo denerwująca. Najpierw miłe – po pierwsze moja żonka ugotowała pyszną zupę jarzynową, po drugie upiekła pyszniejsze nawet ciasto budyniowe o smaku truskawkowym.Uwielbiam. Niespodzianka mniej miła, a nawet bardzo niemiła – jest godzina 22:30, a na pierwszym piętrze od prawie 2 godzin wyje zamknięty w mieszkaniu pies. Obawiam się, że będzie tak wył dłużej, bo chyba wczoraj słyszałem go około 2 w nocy. Pewnie właściciele (tu pominę epitety, którymi należałoby ich obrzucić) wyjechali na weekend i zostawili biedne zwierzę samo w domu.

Rozważałem nawet telefon na policję, ale … A. uświadomiła mi, że pies może zostać im odebrany, a następnie być może uśmiercony w schronisku dla zwierząt. Chyba nie chcę mieć zwierzaka na sumieniu. Ale z drugiej strony chętnie bym się wyspał.

No a nieobecność dzieci, bo B. jak już pisałem, wyjechał ze swoją mamą nad morze, a O. od wczoraj na obozie. Tym razem na obozie z pełną opieką wychowawczą, nie mają czasu się nudzić, więc i głupoty do głowy może nie będą wpadać. Jak podpisywałem O. kartę obozową i umowę na obó, to jakoś tak dziwnie się czułem – moje dziecko, a ja nawet jej numeru PESEL nie znam (swojego zresztą też nie). Koleżanka mnie pyta – A kogo ty przywiozłeś na obóz? Ja jej na to, że O. Zdziwiła się. Chyba jeszcze nie do wszystkich dotarło, że jestem jej ojczymem.

Z B. rozmawiałem i jest zadowolony – ma dobrą pogodę, gra na automatach, a koledzy mu dokuczają (on im zresztą też), czyli wszystko w normie. Wraca we wtorek i od środy do piątku jest u nas. W czwartek pojedziemy odwiedzić babcię w szpitalu, a potem do ZOO. Mam nadzieję, że mu się spodoba.