Trudny powrót z wakacji

Panta RheiO. wróciła po niemal 2 tygodniach z obozu do domu. Przykra rzeczywistość domowa najwyraźniej ją zaatakowała gwałtownie i niespodziewanie. Wakacyjna laba się kończy, a domowe obowiązki wracają. Widzę, że ciężko jej się przestawić na zwykłe tory. Utrzymywanie porządku w pokoju własnym i nie tylko, wstawianie butów do szafki, zmywanie naczyń, czy obranie ziemniaków, to sprawy którymi na obozie się nie przejmowała, a w domu niestety (dla niej) są na porządku dziennym.

A. twierdzi, że O. przez te 2 tygodnie wyrosła, że nieuchronnie staje się z dzieciątka nastolatką. Nie chodzi tylko o wygląd, ale głównie o zachowanie. Nie słychać w jej głosie radości, że mama dzwoni, lecz zaczyna mamę traktować jak marudnego i upierdliwego rodzica, który znowu czegoś od niej chce. Trudno się A. z tym pogodzić, że już nie ma słodkiej małej dziewczynki, ale trochę buntowniczą nastolatkę.

To chyba jest naturalna kolej rzeczy. Małe dzieci są z nami bardzo emocjonalnie związane, są od nas bardzo zależne, boją się świata zewnętrznego, a jak dorastają, to zaczynają ten świat poznawać same, nie potrzebują lub nie chcą naszej pomocy w poznawaniu świata. Oddalają się od nas emocjonalnie, wchodzą w etap buntu po to, żeby później łatwiej nam było się z nimi rozstać, gdy już wyfruną z gniazda. Po latach może wrócą, bo więź emocjonalna z rodzicami jednak jest, choć już na zupełnie innej płaszczyźnie. Musimy się z tymi przemianami pogodzić, ale czy jesteśmy na nie przygotowani? Jak pokierować nastolatką, żeby poznawała świat bezpiecznie i rozsądnie, żeby ten naturalny bunt nie przerodził się w odrzucenie zupełne rodziców, ich systemu wartości, żeby nasze dziecko nie zamknęło się w swoim świecie, do którego my starzy nie będziemy mieli wstępu.

Mnie to jeszcze tak emocjonalnie nie dotknęło, ale widzę, jak A. się męczy. Jako ojczym mam pod tym względem lepiej, ale jako ojca czeka mnie to samo – byle nie w gorszej wersji. A B. jednak nie wraca w sobotę, ale w niedzielę. Spotkamy się dopiero w poniedziałek. Tylko 2 razy udało mi się z nim porozmawiać przez telefon, bo byli poza zasięgiem. Był bardzo dumny ze swoich pieszych wędrówek po Tatrach, uzbierał sporo pieczątek do odznaki.