Archive for Sierpień, 2007

Nie za bardzo dziś

misiek koalaZ jednej strony jest OK, bo jutro B. będzie ze mną, ale z drugiej jest źle. Okazało się, że coś z operacją mamy jest nie tak i będą musieli Ją operować drugi raz we wtorek. Martwię się i w ogóle nie mam nastroju, żeby o czymkolwiek pisać. W czwartek jedziemy do mamy w odwiedziny i potem do ZOO. Szkoda tylko, że O. z nami nie będzie, ale jest na obozie. Bardzo zadowolona, nie ma chwili na nudę. I bardzo dobrze.

1 comment - What do you think?  Posted by ojczym - 14/08/2007 at 23:31

Categories: Archiwum   Tags:

Korzystając z nieobecności dzieci

Farba ojczyma ;)

Nie, nie – nie będzie tego, o czym niektórzy mogli pomyśleć ;-) Ot pod nieobecność dzieci i mamy pomalowałem Jej pokój, żeby wróciła do świeżego po szpitalu. Malowało się świetnie, ale gdzieś popełniłem błąd technologiczny. Wybrałem farbę Dulux Super Matt Plus lateksową i jak zwykle malowałem wałkiem, ale narożniki odciąłem pędzlem. No i właśnie problem objawił się w narożnikach – po wyschnięciu farba popękała. Przypuszczam, że pędzlem za grubo położyłem farbę i stąd to się wzięło. Przy zwykłych emulsjach takiego efektu nie uzyskiwałem. Na szczęście pęknięcia są małe i w miejscach, gdzie zakryje je zasłona.

Ćwiczenia fizyczne typu step-up na drabinie nie są moją mocną stroną i teraz koszmarnie mnie bolą nogi. Całe szczęście, że tato zapewnił większą ilość napojów nisko procentowych typu lager. Bez tego chyba by mi się nie udało zakończyć gimnastyki na drabinie z wałkiem w ręku.

Wróciłem do domu i tu niespodzianki – 2 miłe i 1 bardzo denerwująca. Najpierw miłe – po pierwsze moja żonka ugotowała pyszną zupę jarzynową, po drugie upiekła pyszniejsze nawet ciasto budyniowe o smaku truskawkowym.Uwielbiam. Niespodzianka mniej miła, a nawet bardzo niemiła – jest godzina 22:30, a na pierwszym piętrze od prawie 2 godzin wyje zamknięty w mieszkaniu pies. Obawiam się, że będzie tak wył dłużej, bo chyba wczoraj słyszałem go około 2 w nocy. Pewnie właściciele (tu pominę epitety, którymi należałoby ich obrzucić) wyjechali na weekend i zostawili biedne zwierzę samo w domu.

Rozważałem nawet telefon na policję, ale … A. uświadomiła mi, że pies może zostać im odebrany, a następnie być może uśmiercony w schronisku dla zwierząt. Chyba nie chcę mieć zwierzaka na sumieniu. Ale z drugiej strony chętnie bym się wyspał.

No a nieobecność dzieci, bo B. jak już pisałem, wyjechał ze swoją mamą nad morze, a O. od wczoraj na obozie. Tym razem na obozie z pełną opieką wychowawczą, nie mają czasu się nudzić, więc i głupoty do głowy może nie będą wpadać. Jak podpisywałem O. kartę obozową i umowę na obó, to jakoś tak dziwnie się czułem – moje dziecko, a ja nawet jej numeru PESEL nie znam (swojego zresztą też nie). Koleżanka mnie pyta – A kogo ty przywiozłeś na obóz? Ja jej na to, że O. Zdziwiła się. Chyba jeszcze nie do wszystkich dotarło, że jestem jej ojczymem.

Z B. rozmawiałem i jest zadowolony – ma dobrą pogodę, gra na automatach, a koledzy mu dokuczają (on im zresztą też), czyli wszystko w normie. Wraca we wtorek i od środy do piątku jest u nas. W czwartek pojedziemy odwiedzić babcię w szpitalu, a potem do ZOO. Mam nadzieję, że mu się spodoba.

2 comments - What do you think?  Posted by ojczym - 11/08/2007 at 22:39

Categories: Archiwum   Tags:

Nie tylko ojciec

Są momenty, gdy zdajemy sobie dużo bardziej sprawę z tego, że nie jesteśmy rodzicami, ale również dziećmi. Że martwimy się nie tylko o dzieci, ale również o rodziców. Ostatnie dni sprawiły, że bardziej zdałem sobie sprawę z tego, że jestem też synem i że potrzebny jestem również swoim rodzicom. Na rodziców zawsze mogłem liczyć, teraz chcę, żeby oni na mnie mogli się oprzeć, żebym umiał im pomóc.

Mama miała dziś operację. Bardzo się martwiłem (nadal się martwię). Wszystko poszło dobrze. Jutro jeszcze nie można Jej odwiedzić, ale pojedziemy albo w sobotę albo w niedzielę. Wczoraj i dziś takie dni jakieś nie bardzo, nie umiałem sobie miejsca znaleźć, takie wszystko rozmemłane i ogólnie ble.

Rodzina

9 comments - What do you think?  Posted by ojczym - 09/08/2007 at 19:52

Categories: Archiwum   Tags:

Obozowe degustacje

Powracam do sprawy, którą wcześniej sygnalizowałem. Do sprawy obozu, na którym była O. i niespodzianek, które ten pobyt ze sobą przyniósł. O. pojechała w pobliże na obóz sportowy (taaa bardzo sportowy), mieszkała mniej więcej z rówieśnikami zadomowionymi w ośrodku. Trochę puściliśmy ją samopas, bo trudno mówić o opiece wychowawcy, ale to było wpisane w ryzyko, które podjęliśmy licząc na jej rozsądek. Przed obozem przeprowadziliśmy oczywiście rozmowy na tematy wszelakich zagrożeń płynących z pobytu w dość rozluźnionej atmosferze tego ośrodka. Była rozmowa na temat alkoholu i papierosów. Niestety nie obyło się bez degustacji obu używek. Dobrą stroną w całej tej sprawie jest to, że O. opowiedziała nam o tym sama – jak, kiedy, co i ile.

Z jednej strony karygodne jest to, że piła wino (w dodatku tanie – jakaś Sofia brrr) i popalała papierosy, ale z drugiej pocieszające, że miała odwagę i zaufanie, żeby nam o tym powiedzieć. Zmyliśmy jej za te używki głowę, mam nadzieję, że zrozumiała, że 14 lat to zdecydowanie za wcześnie na alkohol i papierosy. Może trochę za łagodnie potraktowaliśmy całą sprawę, ale gdybyśmy zareagowali ostro, to straciłaby do nas zaufanie i mogłaby zamknąć się w sobie i już nigdy nic nie powiedzieć. Moim zdaniem chyba lepiej wiedzieć, co dziecko robi poza domem i dowiadywać się tego od niego samego niż gdyby dostać taką informację od kogoś obcego.

Cieszę się, że O. ma do nas zaufanie i mówi nam o wszystkim, co jej dotyczy. Chciałbym, żeby B. miał tak samo. A z B. wczoraj rozmawiałem, zadowolony z pobytu nad morzem, choć woda zimna. Trochę musiałem z niego wyciągać, co i jak, ale to normalne, że on nie wie, o czym przez telefon ma mi opowiadać.

A może Wy drodzy czytelnicy tego bloga macie pomysł, jak postąpić z nastolatką, która przyznała się do degustacji alkoholu i papierosów? Napiszcie.

12 comments - What do you think?  Posted by ojczym - 07/08/2007 at 13:02

Categories: Archiwum   Tags:

Jak łączyć funkcje

SportNo cóż – oprócz bycia ojczymem jestem również trenerem mojej córki i łączenie tych dwóch funkcji nie okazuje się łatwe. Jak łączyć te dwie funkcje? Jak być dobrym trenerem, a jednocześnie ojcem? Czasami w czasie treningu zdaję sobie sprawę, że córkę traktuję inaczej niż pozostałych zawodników, choć jednak staram się jej nie faworyzować, ale również nie wymagać więcej. Nadal nie wiem, jak do niej dotrzeć z przekazaniem swojej wiedzy, doświadczenia i sprawić, żeby była coraz lepsza. Zbyt często odpuszczam jej coś, czego nie odpuściłbym innym. Często trener jako trener po prostu opieprzy zawodnika, że czegoś nie robi, że powtarza mu się coś wiele razy, a zawodnik nie wykonuje zadania, czy nie poprawia danego elementu. W ostateczności rezygnuje z trenowania takiego zawodnika. Z córką tak się nie da. Chciałoby się, żeby była coraz lepsza, jakoś jej pomóc, ale ja po prostu nie wiem jak.

Często obserwuję na zawodach rodziców-trenerów i niestety nie wygląda to najlepiej. Rodzice swoje niespełnione ambicje chcą realizować poprzez swoje dzieci, a te nie wiedzą zupełnie o co im chodzi albo stają się nadambitne. Nie chciałbym takiej sytuacji, nie chciałbym, żeby ambicja i wola zwycięstwa górowały nad rozsądkiem, nad myśleniem i umiejętnością podejmowania szybkich i trafnych decyzji. Chciałbym, żeby moja córka startowała w zawodach bez nerwów, żeby myślała co robi i dlaczego, a nie wyłączała się pod wpływem stresu. Nie wiem, bo ona nie umie tego określić, skąd się bierze u niej ten stres – czy jest to związane z samym startem, że inni ją obserwują, czy też z chęcią bycia najlepszym i koniecznością zdobycia jakiegoś punktowanego miejsca.

Rywalizacja sportowa dla mnie jest tylko częścią życia, nie życiem samym w sobie. To dodatek, hobby, a nie sposób na życie. Są w życiu ważniejsze sprawy niż sport. I to chciałbym jej przekazać, że ma się dobrze bawić i poprawiać swoje osiągnięcia, ale nie musi koniecznie wygrywać, a jak nie idzie, to musi wiedzieć, co zrobiła źle. Musi wiedzieć, żeby poprawić następnym razem, ale nie ma tragedii, jak nie wygra. Najważniejszy jest postęp. Niestety nie zawsze O. wyciąga wnioski z tego, co robi źle, nie poprawia i nie pamięta o omawianych elementach, a ja nie wiem, jak od niej wymagać. Czasem mam ochotę po prostu powiedzieć jej, żeby znalazła sobie innego trenera, bo ja nie jestem w stanie z nią pracować skoro nie umie zapamiętać kilku prostych uwag. Z drugiej jednak strony byłoby to za proste, rodzaj ucieczki – trzeba stawić czoła wyzwaniu i znaleźć sposób dotarcia do niej. Tylko jak?

3 comments - What do you think?  Posted by ojczym - 05/08/2007 at 01:18

Categories: Archiwum   Tags:

« Poprzednia stronaNastępna strona »