Dzieci chodzą do szkoły, a rodzice interesują się tym, co się tam dzieje, jak dzieci się uczą, czego się uczą, co robią nauczyciele z naszymi dziećmi. Nauczyciele z zainteresowaniem i chętnie rozmawiają z rodzicami, słuchają ich uwag, żeby uczyć i wychowywać lepiej. Taki idealny obraz jest czasem przedstawiany w różnych publikatorach. Tak niestety nie jest. Przekonałem się o tym wielokrotnie. Rodzice często nie rozmawiają z dziećmi w ogóle, a i dzieci nie są skłonne opowiadać, co się w szkole dzieje. Nauczyciele traktują rodziców jako zło konieczne, stawiają się zawsze w pozycji lepiej wiedzących, wszelkie uwagi puszczane są mimo uszu lub traktowane jako wtrącanie się w nie swoje sprawy.
Jak już kiedyś pisałem wtrąciliśmy się z A. w sprawie nauczania religii w klasie O. Uważam to za nasz sukces, bo ksiądz, który zastąpił katechetkę uczy na lekcjach, okazał się nie tylko dobrym pedagogiem, ale również sympatycznym człowiekiem, który chce nawiązać kontakt z rodzicami.
Porażką muszę nazwać zwrócenie uwagi pani od polskiego (wychowawczyni) O., że w zeszłym roku “przerobiła” tylko 1/3 zeszytu ćwiczeń, a teraz każe kupić nowy na ten rok. Pani okazała się mściwa. Bo tak należy potraktować dość złośliwe ocenienie pracy pisemnej O. Faktycznie O. nie wysiliła się i zrobiła błędy głównie językowe. Dostała 16 punktów, gdy za 17 ocena była dobra. O. dostała ocenę dostateczną. Zwykle w takim granicznym przypadku daje się plus lub minus, ale widocznie nie zasłużyła. Co mi się nie podobało to to, że premiowane były prace pisane na komputerze, który jak wiadomo poprawi błędy ortograficzne. A już szczytem była ocena bardzo dobra uzyskana przez uczennicę, która nie oddała pracy pisemnej, a jedynie ją przeczytała. W taki przypadku błędów ortograficznych czy interpunkcyjnych chyba nie uda się poprawić. Zastanawia mnie system punktowania pracy literackiej.
Sukcesem jest natomiast to, że wyjaśniliśmy O., że nie ma patrzeć na innych, a jedynie na siebie i praca, którą oddała na pewno nie była bardzo dobra. Zrozumiała, że musi pracować dla siebie, że pisanie prac ręcznie i zastanawianie się nad błędami, poprawianie ich wyjdzie jej tylko na dobre.
Porażka w szkole B. - wychowawczyni klasy B. nie jest w stanie skończyć lekcji o czasie, a z każdych wyjść i wyjazdów wraca później niż zaplanowała. W piątek przeszła samą siebie. Przyszła z wyjścia na Dzień Chłopca 45 minut później od planowanego czasu powrotu. W sekretariacie szkoły nie można było się skontaktować z panią, bo nie znali jej komórki. To uważam za skandal. A porażka? Ja poniosłem porażkę, bo przez cały zeszły rok nie powiedziałem nic na temat jej niepunktualności, a trzeba było zrobić awanturę, ale człowiek się hamuje ze względu na dziecko. Teraz dałem lekki wyraz swojego niezadowolenia i pani podeszła i przeprosiła, że źle zaplanowała czas. Ale ona zawsze źle planuje!
Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
