Pierwszy dzień roku szkolnego
I się zaczęło. W zasadzie cieszy mnie rok szkolny, bo odzyskam rytm życia. Mniej cieszyły się dzieci. Oboje nie przepadają za szkołą, ale jeśli O. tylko trochę marudziła, to B. widać było, że naprawdę nie ma ochoty iść do szkoły. Jeszcze zbiegło się to z karą nałożoną mu przez matkę za złe zachowanie. Stwierdził, ze poniedziałek będzie jego najgorszym dniem. Jutro się dowiem, czy rzeczywiście tak było. I znowu kończy późno. Wiem tylko, że o 15:20. Odbieram go ze szkoły i niestety spędzimy tylko 3 godziny razem.
O. za to całkiem ćwierkająca wróciła ze szkoły i nawet ciasto upiekła, a wcześniej zrobiła mi kawę i wyczyściła okulary. Jeszcze się zastanawia nad religią, czy będzie chodzić – bo do średniej się wlicza. Czy to jest odpowiednia motywacja? A co daje lepsza średnia? O ile wiem do liceum ważny jest egzamin na koniec gimnazjum, a średnia do czego się przydaje? W domu nikt nie wie. Może Wy, moi czytelnicy, wiecie.
Oczywiście fizyka znowu w środę w planie. W ubiegłym roku też była w środę i prawie połowa lekcji się nie odbyła z powodu różnych imprez szkolnych. To akurat uważam za skandal. Nie dość że jest tylko jedna godzina fizyki, to jeszcze się nie odbywa. I potem wszyscy się dziwią, że nikt fizyki nie lubi, nie rozumie i nie umie. Niestety i tak ilość godzin w tygodniu nie przekłada się na ilość przekazanej wiedzy. Dużo zależy od nauczyciela.
Do czego się przydaje? Np. przy rekrutacji, jeśli jest wielu chętnych – z tego, co mi wiadomo. Nie wiem, jak może to być u Ciebie, ale u mnie, na Ścianie Wschodniej tak było.
Chociaż nie wiem, jak tu może być z religią.
Hmm, czyli oprócz egzaminu gimnazjalnego jeszcze liczą średnią?
Średnia jest istotna, jeśli wybierasz między szkołami o lepszej i gorszej „renomie”. Mój syn wybrał sobie w zeszłym roku szkołę 5-tą w rankingu szkół warszawskich i żeby się tam dostać musiał mieć „co najmniej ileśtam” punktów za egzamin i średnią ocen (łącznie). Pozdrawiam!
Ach, czyli jednak. No cóż – to chyba warto jeszcze jedną 6 mieć na świadectwie
no i zaczęło się. jeszcze wczoraj rano poszedłem na rozpoczęcie roku szkolnego. no odlot niemiłosierny bo to sam kwiat miasta co zaliczył już wszystkie inne możliwe szkoły aby w końcu wylądować w tym przybytku. widok rewelka: dresiarstwo w przewadze, panienki co ledwo z imprezy wróciły, albo za chwilę się tam wybierają, na twarzach same malowidła resztki spódniczek mini i takie tam plus przynajmniej ze 3 matki polki przy nadziei. no to fajnie będzie pomyślałem i po rozmowie z pedagogiem szkolnym wracam home… poszedłem do firmy robić swoje gdy wróciłem po południu widzę, że wódz dobijał sie do mnie na kom. okazało się że katechetka bierze urlop i idę za nią do podstawówki… przerażenie w oczach: przez ostatnie ileś tam lat uczyłem maturzystów i okolice, a teraz maluchy?? no i poszedłem dziś z duszą na ramieniu do tej podstawówki i uczyłem te maluchy… i jaka zmiana. nie muszę odpowiadać na pytania typu czy pocałunek to grzech i dlaczego rydzyki są ciężkostrawne a za to słyszę pytania w stylu ile guzików ma moja sutanna i czy Pan Jezus można napisać na kolorowo i kiedy jest zbiórka ministrantów…
Podczytuję ten blog i żałuję że w szkole mojej córki nie ma tak „normalnego” księdza jakim jawi się b.v. Z dzieciństwa bardzo miło wspominam zajęcia z księdzem proboszczem, był dla nas pobłażliwy, dobroduszny i taki.. ojcowski. A dziś.. no cóż, świat się zmienia, młodzieży i dzieciom trudniej w pewne rzeczy uwierzyć, przebić się przez sieczkę telewizyjno – komputerową i wirtualne światy. Sama oddaliłam się znacznie od kościoła, nie czuje potrzeby w nim bywania, oglądam tylko piękne budowle jako zabytki historyczne. Uznaję tradycje Wielkanocy i Bożego Narodzenia, Święta Zmarłych.. ale na tym koniec. Boję się, że wyjdę na hipokrytkę jeśli zbyt gorliwie będę namawiać O. na uczestnictwo w moim zdaniem mało wartościowych zajęciach. Pani katechetka też nie pomaga pozwalając na oglądanie filmów.
Dziś zebranie rodziców, trochę się obawiam jego przebiegu. Kolejna wojna o mundurki, polonistka pewnie znowu nie będzie mogła się zdecydować która lekturę ma przerabiać jako pierwszą, całą czy w fragmentach. Wybieranie na siłę trójki klasowej… koszmar. Właściwie to z chęcią zostałabym w domu, ale jak znam ojczyma to nieźle zamiesza. Jak zwykle będzie jedynym tatusiem. Szkoda że mężczyźni wycofali się ze szkół… i jako ojcowie i jako pedagodzy.
a czy Pan Bóg lubi lody truskawkowe?
no masz! pewnie, że lubi bo po co w takim razie stworzył truskawki? w sql est kosmicznie i odlotowo. dyrektorka mówi, że tu trochę odpocznę po poprzedniej sql. odpoczywać nie muszę. w każdym razie od poniedziałku siedzę nad programami nauczania religii w polskich podstawówkach i ni w ząb nie rozumiem o co chodzi ich twórcom. to normalnie porażka. już same zagadnienia są absurdalne. dajmy na to w klasie 4 SP ma w centrum katechezy być Pismo św., ale po lekturze programu i podręcznika dochodzę do wniosku, że jest tu wszystko tylko nie wiadomości na temat Biblii, a jeśli te się pojawiają to całkiem skrajne czyli podane w formie niestrawnej dla poziomu wiedzy i postrzegania świata dziesięcioletnich smyków.
inna sprawa, że widzę, jak bardzo potrzebuję szybko zmienić optykę patrzenia na Boga- przyjąć obraz świata z punktu widzenia dziecka nie jest wcale łatwo. ryje po podręcznikach z pedagogiki, psychologii rozwojowej itp aby coś z tym zrobić i jakoś ugryźć zagadnienie. coraz bardziej zasmucony dochodzę do wniosku, że nie pozostaje nic innego jak pisanie nowego programu – albo poszukiwanie materiałów katechetycznych za granicami tego kraju. i to jest przerażające, że w 40 milionowym kraju gdzie dobre kilkadziesiąt procent ludzi to katolicy nie ma normalnego programu katechetycznego. pewnie większość myślących katechetów tworzy i szyje i sztukuje jak ja ale to zakrawa na absurd. znikam na fora katechetyczne może tam dowiem się czegoś więcej… wiem fantasta ze mnie
Na zebraniu dowiedzieliśmy się, że dyrekcja szkoły nie zgodziła się, aby ksiądz prowadził zajęcia z etyki. Czy bycie księdzem katolickim wyklucza sensowne prowadzenie takowych zajęć?
w poprzedniej szkole na początku roku przyszła pani od etyki. dorotka to bardzo miła i zarazem niesamowicie kompetentna (mgr filozofii) dziewczyna. inna sprawa, że potrafiła swoje być w świecie niesamowicie połączyć z własną wiarą co sprawiało że w tym co robiła była bardzo autentyczna. wchodząc: sie masz konkurencja co wzbudzało ogólną wesołość belferstwa i na początku zakłopotanie dorotki.
w roku szkolnym różnie bywało czasem ja miałem wyjazd, czasem dorotka musiała być bardziej mamą niż nauczycielem. wtedy każde z nas brało drugą grupę do siebie i nikt nie widział w tym problemu. ona miała uprawnienia do nauczenia religii, a ja do etyki a młodziakom nie sprawiało to różnicy kto ich uczył. dlaczego? bo każde z nas było i jest człowiekiem. a chyba o to w tym wszystkim chodzi. mylę się?
errata
jest:
wchodząc: sie masz konkurencja co wzbudzało ogólną wesołość…
powinno być:
wchodząc do pokoju nauczycielskiego witałem dorotę: sie masz konkurencja co wzbudzało ogólną wesołość…
sorki
Zaskoczyła nas wychowawczyni mówiąc, że etyki nie ma, bo jest tylko w liceum, a poza tym nie ma nauczycieli etyki, a ksiądz nie może tejże uczyć. Ja byłem zaskoczony, choć rzeczywiście może nie mieć uprawnień. Ale założenie, że nie ma etyki i koniec mnie trochę wkurzyło. Czemu nie powiedzieć – chętni na etykę proszę wpisać się na listę. Bo szkoła ma obowiązek zorganizować nauczanie etyki, jeśli jest ileśtam osób chętnych. Mnie drażni załatwianie sprawy lekcji religii. W ustawie wyraźnie jest napisane, że szkoła organizuje lekcje religii na wniosek rodziców, a nie że ja muszę napisać pismo, że się nie zgadzam. Powinno się pisać prosbę o zorganizowanie lekcji dla dziecka.
W przedszkolu w ostatniej grupie pani mnie poinformowała, że religia jest o tej i o tej godzinie. Ja na to, że B. nie będzie chodził. A ona – ale religia jest OBOWIĄZKOWA!!! Krzyczała na mnie. Ja spokojnie wyjaśniłem, jak to jest ujęte w ustawie i powiedziałem, że żadnego kwitka nie będę pisał. Bo pisać to mają ci, którzy chcą.
Sprawę religii poruszę jeszcze tylko raz w następnym wpisie i chyba już wystarczy z mojej strony
Moja siostra poszła do gimnazjum. W jej klasie tylko trzy osoby nie palą. Jestem w szoku.
To jakiś koszmar! A rodzice nie widzą, czy udają, że nie widzą? Przecież jak się pali, to czuć. Nawet guma nie pomaga. Wiem, bo palę.
Do mnie to chyba jeszcze nie dociera. W pierwszej klasie?! To znaczy, ze kończąc podstawówkę prawdopodobnie większość miała to już co najmniej w zwyczaju, tak? A podstawówka ma teraz sześć klas. Fajne towarzystwo. Nie umiem sobie tego wyobrazić.
Palenie jest złe. Ojciec wypalił już połowę płuc…