Wracamy do normalności

Już po pierwszym tygodniu szkoły. Dzieci w zasadzie znają swoje plany zajęć, choć my jeszcze nie. Na razie jeszcze nasze życie trochę niepoukładane, ale powoli zaczyna nabierać jakiegoś rytmu. B. dziś u nas śpi. Wychodzi na to, że będę go odbierał ze szkoły we wtorki, przenocuje u nas, a w środę zaprowadzę go do szkoły. Do tego co drugi weekend od piątku do niedzieli, choć przypuszczam, że na co drugim się nie skończy. Zdecydowanie wolę i walczę o to, żeby B. spędzał czas ze mną, a nie ze znajomymi swojej matki (jej wtedy nie ma) lub z jej rodzicami, do których jeździć nie lubi za bardzo. W każdym razie cieszę się, że w tygodniu będzie spał u nas i będzie od nas szedł do szkoły.

O. plan już też prawie ustalony. Oprócz lekcji jeszcze 2 razy angielski i 2 treningi w tygodniu – pozostały czas na naukę i czytanie. Ona oczywiście chciała częściej na treningi, ale do stycznia nie ma potrzeby. W styczniu się zintensyfikuje treningi w czasie zgrupowania i zawodów. A za 2 książki do angielskiego zapłaciliśmy 50 zł – to 1/4 ceny wszystkich pozostałych podręczników. POWARIOWALI. Pani od religii kazała się dzisiaj O. uśmiechać na lekcji. Jak się będzie jej czepiać, to się chyba do niej przejdę i porozmawiam.

Temu Dornowi już dziękujemyRozwiązał się Sejm. Uff – nareszcie. Wracamy do normalności.

 

 

 

 

Pobrano z http://www.money.pl/