Religia w szkole redivivus
Dziś zmieniono nauczycielkę religii u O. Cała klasa miała do O. pretensje, że to przez nią, że wygadała nam, jakie filmy oglądali na religii. Będą mieli z księdzem. Może wreszcie zaczną się czegoś uczyć.
Ja się cieszę, choć ta nauczycielka będzie uczyć w innej klasie, a w ogóle nie powinna się zbliżać do nauczania czegokolwiek.
B. zapisał się na aikido – był na pierwszym treningu i bardzo mu się podobało. Od ubiegłego roku wiercił mi o aikido dziurę w brzuchu, ale musiał najpierw skończyć pływalnie – taki był warunek zapisania go. Rzeczywiście szkoła całkiem sympatyczna i sensei też.
Pierwszy trening, to nie wszystko – z doświadczenia wiem, że po kilku treningach wielu się po prostu wykrusza (chodzi najbardziej o przyzwyczajenie do zwiększonego niż na wf w szkołach wysiłku, ale to bardzo zależy od formy prowadzenia zajęć na dojo). Jeśli przetrwa te 10 treningów i się nie zniechęci, to będzie ok. ;]
Cóż, traktowali widocznie religię jako lekcję-okienko; stąd te pretensje…
Wiadomo, że to jeszcze się okaże. Ale już pierwsze zajęcia bardzo mu odpowiadały, a jeśli chodzi o wysiłek, to B. ma taki nadmiar energii, że wysiłek mu niestraszny
Wiesz – 7 lat, to chłopaki są na ogół w wiecznych podskokach, a zwłaszcza B.
Tak a propos aikido… Mój syn uprawiał aikido od szóstego roku życia – przez pięć lat… (i B. na pewno też się to spodoba, tym bardziej że w tej sztuce walki się nie rywalizuje, więc nie ma przegranych:-)) Aikido uchroniło go też co najmniej dwa razy od poważnej kontuzji: 1 – spadł z konia w galopie… i po prostu zwinięty w kłębek przekulał się kilka metrów, wstał, otrzepał się i… wsiadł na konia. 2 – zjeżdżając na nartach z niezłej ścianki, potknął się i… pokoziołkował, ale zrobił to tak zgrabnie, że nawet siniaka nie miał i tylko krzyknął do mnie, czy mogłabym pozbierać mu po drodze narty i kijki…
Trzy lata temu syn zapragnął uprawiać również łucznictwo, no i uprawia je do tej pory, ale rok temu powiedziałam, że musi z czegoś zrezygnować, bo nie miał nawet jednego wolnego popołudnia… Zrezygnował z aikido, chociaż twierdzi, że i tak kiedyś jeszcze do tego wróci…
Pozdrawiam, a B. życzę wytrwałości
x
Hmm, zobaczymy jak wytrwały będzie. Tego mu brakuje czasami, ale może mu się spodoba. Uważam, że przynajmniej te początki warto zrobić, przynajmniej nauczy się padów, co może mu się przydać w jeździectwie, czy innym sporcie, w którym się pada
Oczywiście! Poza tym chyba wszystkie dzieciaki uprawiające aikido, marzą o pewnym dniu (a jednak trochę trzeba na ten dzień poczekać:-)) -tym, w którym dostaną… boken. Mój syn nawet spał z nim! A wytrwałość potrzebna jest w każdym sporcie właściwie (i nie tylko w sporcie oczywiście:-)). Od trzech lat obserwuję treningi łucznicze i wydaje mi się, że trudno o nudniejsze zajęcie, a przecież są dzieciaki (vide mój syn), które ten sport pokochały. Może więc wszystko zależy od tego, czy dzieciak trafi na to, co rzeczywiście mu pasuje? No i chyba jednak od tego, czy najbliższe mu osoby go w tym wspierają (oczywiście chodzi mi o prawdziwe wsparcie, a nie chore ambicje!!!)
O tak – najgorsze są komitety oszalałych rodziców. Jako trener mam z tym do czynienia na codzień. Brrr. A aikido jest świetne, bo nie ma zawodów, rywalizacja nie staje się niezdrowa. Raczej dochodzenie do doskonałości niż wygrywanie. Podoba mi się ten „sport”.
[...] już kiedyś pisałem wtrąciliśmy się z A. w sprawie nauczania religii w klasie O. Uważam to za nasz sukces, bo ksiądz, który zastąpił katechetkę uczy na lekcjach, [...]
[...] Zmienić księdza Autor ojczym Pisałem o zmianie katechetki na księdza w klasie O. [...]