Być ojcem, ojczymem, kolegą
Pisałem kiedyś o tym, jak być ojczymem, ale teoria sobie, a życie sobie. Jestem nie tylko ojczymem, ale również ojcem dla B. i trenerem O. i chyba też trochę dla niej kolegą. Tak to w tej chwili widzę, w takich rolach występuję.
O. od początku naszej znajomości mówi do mnie po imieniu, więc to w jakiś sposób determinuje stopę nieco koleżeńską, często rozmawiamy o jej treningach i zawodach, o sprawach klubowych. I tak jak ona nie wykorzystuje tej koleżeńskiej stopy, to B. trochę nie do końca umie jeszcze znaleźć umiar w „koleżeńskości” w stosunku do A.
Są sytuacje, kiedy staram się pozostać w roli obserwatora zostawiając A. jakiś problem do rozwiązania, czasem jednak za szybko włączam się i wchodzę w rolę ojca w stosunku do O. Na szczęście dużo z A. rozmawiamy i jeśli pojawiają się drobne problemy, to najpierw je omawiamy we dwoje, a potem dopiero rozwiązujemy je. To jest moim zdaniem bardzo ważne. Oboje musimy rozmawiać i współpracować, jeśli chodzi o wychowywanie naszych dzieci. Ja jestem ojcem dla B., ale to A. jest matką O. i tak staramy się dzielić w przypadkach, w których interwencja wychowawcza jest konieczna. Jeśli chodzi o wychowywanie, to jako ojczym nie próbuję narzucać się ze swoim zdaniem, czy punktem widzenia. Jednak w stosunku do B. to ja raczej wyrażam nasze wspólne stanowisko wypracowane w trakcie rozmów z A.
Ponieważ dla O. w jakimś stopniu jestem również kolegą, na szczęście w niewielkim, to B. próbuje tego samego zarówno z A. jak i ze mną. Czasem mówi do mnie po imieniu i myślę, że należy mu czasem na to pozwolić, bo przecież widzi, że O. do mnie tak mówi. Ale są momenty, że O. trochę się zagalopuje i przy B. zaczyna się wygłupiać, co B. z kolei próbuje wykorzystywać i podobnie się odnosić do A. Nie możemy sobie na to pozwolić, bo on nie rozpoznaje tej cienkiej granicy między żartem, a działaniem na serio. Ot taki przykład – O. któregoś dnia rzuciła we mnie papierową kulką. W żartach oczywiście, ale B. już nie w żartach próbował rzucić w A. jakąś zabawką. Trzeba to było ukrócić. O. nie może w żartach nawet w ten sposób się do mnie odnosić, bo to wyraz braku szacunku, który przejmuje B. nie wiedząc, że to żart.
Jak ogromna przepaść dzieli 7-latka i 14-latkę widać dopiero w takich sytuacjach. Nie na wszystko można sobie pozwolić w obecności ich obojga. Można sobie pozwolić na więcej luzu w stosunkach z czternastolatką, ale już z siedmiolatkiem nie. On potrzebuje ojca, ciągłego kształtowania charakteru, więcej wychowania niż O. A z drugiej strony wiem, że powinien we mnie mieć zawsze oparcie, powinienem być dla niego przyjacielem, do którego zawsze będzie mógł przyjść ze swoimi problemami. Staram się jakoś godzić te dwie role – wychowawczą z przyjacielską. Nie zawsze się udaje. Z kolei O. już nie potrzebuje wychowywania w takim stopniu, ona już jest niemal ukształtowana, stąd też moja rola raczej ogranicza się do roli doradczej, a nie wychowawczej. Tą przejmuje niemal w całości jej matka i słusznie, bo przecież zna ją o wiele lepiej niż ja.
Czy to brzmi sensownie?
IMHO właśnie potrzebuje. Czternaście lat, to – wbrew pozorom – bardzo niewiele. Charakter trzeba tym bardziej kształtować, bo osoba w tym wieku cały czas sprawdza, na ile może sobie pozwolić, gdzie leżą granicę. W każdy możliwy sposób.
Tak samo i siedmiolatek – wszyscy muszą wiedzieć, gdzie leżą granice – tak jak czarne jest czarne, białe jest białe; aby nie było szarego na tzw. „interpretację”, tak jak to jest w naszym polskim prawie…
Różnica pomiedzy wychowaniem dziewczynki a chłopca jest olbrzymia .Choć uważasz ,że O nie potrzebuje już tak wiele wychowania to mylisz się .Ona rozumie więcej niz Twój syn ale potrzebuje Ciebie do tego by ułozyć sobie obraz mężczyzny jakiego wybierze w swoim dorosłym życiu .Ty jesteś tym przykładem , ojcem , którego obraz poniesie w życie . Dlatego ważne są Wasze relacje .ważaj więc
bo jesteś podglądany .Na wychowaniu chłopców niestety nie znam się .Wydaje mi się ,ze to jak podzielone są Wasze role w wychowywaniu dzieci są słuszne i naturalne . Pozdrawiam
@Przemek
14 lat to również wbrew pozorom całkiem sporo. Mam wrażenie, że dzisiejsza młodzież przy całej chęci bycia dorosłymi próbuje przedłużać sobie dzieciństwo. Z jednej strony chcą, by traktować ich jak dorosłych, a z drugiej chcą jeszcze być dziećmi bez obowiązków i odpowiedzialności. Kształtowanie charakteru tak, ale mi zostało może ze 4 lata dla O. Większa część wychowania odbyła się poza mną i tak naprawdę ja niewiele już mogę zmienić.
@kobietapoprostu
A jeśli układa sobie obraz na przyszłość, to jak to wygląda – będzie szukała podobnego do mnie, czy raczej przeciwnie? Czy bierze to co dobre ze mnie, a złe odrzuci?
Wiem, choroba, że jestem permanentnie inwigilowany
18 lat, to nie dorosłość… Widzę, jakie „przypadki” obracają się wokół mnie i często obrastają w piórka…
Możesz. Trzeba tylko „trochę” pracy. Fakt, pomimo iż instynkt macierzyński tak mocno nie działa jak w przypadku Twojego syna. Ale macierzyństwo, to stan ducha, nie tylko instynktowny. Póki będziesz traktował córkę jako córkę, to będzie ok.
Wydaje mi się ,obserwując moją córkę dla której mój mąż jest ojczymem , że raczej całość jest podglądana .Tak samo złe zachowania jak i dobre.Myślę ,że tych złych raczej mało u Ciebie bo mądry z Ciebie człowiek a poszukiwania mężczyzny bedą poszyte raczej poświadomością a nie poszczególnym obrazem poszukiwanych zachowań