Archive for Wrzesień, 2007

Nocne i poranne jęki

B. spał u nas pierwszy raz w ciągu tygodnia z wtorku na środę. To było pewne wyzwanie, bo dzień normalny – szkolny. Odrobienie lekcji i popołudniowo-wieczorne zabawy całkiem fajne. Spał u O. w pokoju i około 1:00 w nocy zaczął jęczeć i krzyczeć przez sen. Często dość mu się to zdarza, ale teraz spał z O. i ona asię oczywiście budziła. Musiałem go rozbudzić, żeby przerwać jego koszmary senne.

B. nie ma problemów ze wstawaniem, nie to co pozostali w domu. A. wstała wcześniej, bo pierwsza do pracy wychodzi, ale i tak mieliśmy małe zamieszanie łazienkowo-kuchenne. Na szczęście my z B. do szkoły wychodziliśmy ostatni, bo od nas do szkoły B. ma 5 minut pieszo :) Jednak jeśli będzie tak częściej, to musimy ustalić dokładnie kto i o której godzinie i minucie dokąd idzie, żeby nie było zamieszania i zderzeń na trasach przelotowych.

A teraz z innej beczki – B. próbuje na ile mu A. pozwoli, jak daleko może się posunąć. Czasem jest opryskliwy i niegrzeczny. Musimy mu pokazać, czego mu nie wolno w stosunku do dorosłych, do starszych, do kolegów. Gdzie są granice, których przekroczyć nie wolno. Rozmowa nie zawsze daje wystarczająco dobre rezultaty, trzeba pokazywać swoje niezadowolenie, brak akceptacji całym sobą. Moim zdaniem trzeba się czasem na niego obrazić, żeby zrozumiał, że się posunął za daleko.

No i miły akcent. Ostatnio stwierdził, że O. jest fajną siostrą. Pierwszy raz chyba powiedział o O. siostra. Wcześniej było „siora”, ale teraz pojawiło się całkiem naturalnie siostra – bardzo mnie to cieszy. Cieszy mnie, że lubi z nami być i się tu dobrze czuje.

O. wczoraj pojechała na zawody i ukończyła z sukcesami. Bardzo zadowolona, my też – a zwłaszcza ja, bo satysfakcja z dobrze przeprowadzonych treningów, które procentują jest wielka.

4 comments - What do you think?  Posted by ojczym - 16/09/2007 at 23:06

Categories: Archiwum   Tags:

Religia w szkole redivivus

Dziś zmieniono nauczycielkę religii u O. Cała klasa miała do O. pretensje, że to przez nią, że wygadała nam, jakie filmy oglądali na religii. Będą mieli z księdzem. Może wreszcie zaczną się czegoś uczyć.

Ja się cieszę, choć ta nauczycielka będzie uczyć w innej klasie, a w ogóle nie powinna się zbliżać do nauczania czegokolwiek.

B. zapisał się na aikido – był na pierwszym treningu i bardzo mu się podobało. Od ubiegłego roku wiercił mi o aikido dziurę w brzuchu, ale musiał najpierw skończyć pływalnie – taki był warunek zapisania go. Rzeczywiście szkoła całkiem sympatyczna i sensei też.

9 comments - What do you think?  Posted by ojczym - 14/09/2007 at 00:29

Categories: Archiwum   Tags:

Umieć przegrywać

DominoB. spędził z nami piątek i sobotę. W piątek odebrałem go ze szkoły – bardzo wcześnie kończy. Wracał zadowolony, dostał 5 i plusik. Najważniejsza ta 5 z WF. Przedziwne, ale on nie lubi WF, podobnie zresztą jak O. Oboje są sprawni, świetnie im idą różne sporty, ale lekcji nie lubią. O. nie wychodzi siatkówka, choć ostatnio była zadowolona, bo coś zaczęło jej wychodzić. Z kolei B. nie lubi ćwiczeń, bo też mu nie idą, ale 5 dostał z ćwiczeń i zadowolony. I tu chyba jest tajemnica – pozytywna motywacja. O. w zeszłym roku mówiła, że pani od WF tylko mówiła, że źle i nigdy nie pochwaliła, jak wyszło dobrze. Z WF-em B. możliwe, że było podobnie, choć on w ogóle ma problemy, jeśli nie jest najlepszy.

Jak nauczyć dziecko przegrywać? To jasne, że im młodsze dziecko, tym bardziej chce zawsze wygrywać, ale w pewnym momencie nie można się ciągle podkładać. B. ma duże problemy z akceptacją przegranej. Ja mu się staram nie odpuszczać, ale za to dziadek zawsze przegrywa z B. (o przepraszam – wygrał w bierki, co B. przeżył bardzo). Ostatnio razem z A. z trudem namówiliśmy go do gry w domino na punkty, pograł, zdobył drugie miejsce i było OK. W sobotę grali z A. i niestety trochę przegrywał i w związku z tym się obraził. Potem zagrał ze mną i tak się złożyło, że akurat ja 2 razy wygrałem – nie chciałem się znowu podkładać. Może trzeba było, ale nie wiem, czy to dobre, że on grając z A. będzie czasami przegrywał, a ze mną ma wygrywać.

Na szczęście z O. nie ma takich problemów, choć bywa, że jak przegrywa, to się denerwuje. Jeszcze w zeszłym roku stwierdzała, że ona nie gra. B. robi tak samo. Chyba każdy ma problem z akceptacją przegranej, ale dorośli nie podchodzą do gier aż tak ambicjonalnie i są gotowi na przegrane z dziećmi. Z innymi dorosłymi przegrywanie znosi się znacznie gorzej.

3 comments - What do you think?  Posted by ojczym - 10/09/2007 at 08:22

Categories: Archiwum   Tags:

Wracamy do normalności

Już po pierwszym tygodniu szkoły. Dzieci w zasadzie znają swoje plany zajęć, choć my jeszcze nie. Na razie jeszcze nasze życie trochę niepoukładane, ale powoli zaczyna nabierać jakiegoś rytmu. B. dziś u nas śpi. Wychodzi na to, że będę go odbierał ze szkoły we wtorki, przenocuje u nas, a w środę zaprowadzę go do szkoły. Do tego co drugi weekend od piątku do niedzieli, choć przypuszczam, że na co drugim się nie skończy. Zdecydowanie wolę i walczę o to, żeby B. spędzał czas ze mną, a nie ze znajomymi swojej matki (jej wtedy nie ma) lub z jej rodzicami, do których jeździć nie lubi za bardzo. W każdym razie cieszę się, że w tygodniu będzie spał u nas i będzie od nas szedł do szkoły.

O. plan już też prawie ustalony. Oprócz lekcji jeszcze 2 razy angielski i 2 treningi w tygodniu – pozostały czas na naukę i czytanie. Ona oczywiście chciała częściej na treningi, ale do stycznia nie ma potrzeby. W styczniu się zintensyfikuje treningi w czasie zgrupowania i zawodów. A za 2 książki do angielskiego zapłaciliśmy 50 zł – to 1/4 ceny wszystkich pozostałych podręczników. POWARIOWALI. Pani od religii kazała się dzisiaj O. uśmiechać na lekcji. Jak się będzie jej czepiać, to się chyba do niej przejdę i porozmawiam.

Temu Dornowi już dziękujemyRozwiązał się Sejm. Uff – nareszcie. Wracamy do normalności.

 

 

 

 

Pobrano z http://www.money.pl/

4 comments - What do you think?  Posted by ojczym - 07/09/2007 at 22:09

Categories: Archiwum   Tags:

Szkoła jaka jest każdy widzi

leniwiecUbiegły rok szkolny starałem się przetrwać jako w miarę bierny obserwator rzeczywistości szkolnej. A to z racji tego, że zarówno O. jak i B. zaczęli naukę w nowych dla siebie szkołach. O. w gimnazjum, a B. w podstawówce. Oba moje pierwszaki dzielnie sobie dawały radę i świetnie się uczyły. W ten rok wkraczam bardziej krytycznie nastawiony do szkolnictwa, do szkoły jako takiej i do całego systemu edukacyjnego. Wiele krytycznych spostrzeżeń wzięło się z rozmów ze znajomymi i rodziną, którzy są wewnątrz tego edukacyjnego grajdołka, inne są moimi własnymi, które pojawiały się w miarę obserwacji tego, co działo się w obu szkołach moich dzieci. Inne jeszcze spostrzeżenia są wynikiem w miarę uważnego czytania doniesień prasowych i słuchania wypowiedzi ludzi odpowiedzialnych za polską szkołę i tych, którzy są do niej krytycznie nastawieni.

Nauczyciele to ograniczeni lenie

I nie chodzi mi o pensum w wysokości 18 godzin dydaktycznych. Absolutnie nie. To jest akurat bardzo prymitywny argument przytaczany przez tych, którzy szkoły nie znają. Nauczyciel spędza czasu w szkole nieco więcej niż 18 godzin plus różne zajęcia pozalekcyjne (nieodpłatne) i dodatkowo praca w domu. Lenie bo chcą mieć wszystko podane gotowe. Zmieniły się programy – co robią nauczyciele? Podnoszą larum, że podręczniki niedostosowane, że nie ma skryptów, zeszytów ćwiczeń itp. A gdzie wasza wiedza wyniesiona ze szkół i studiów, czy naprawdę trzeba klepać dokładnie tak, jak jest w podręczniku, czy nie można omówić na przykład lektury z głowy (jak to robiła moja nauczycielka języka polskiego w liceum). Dlaczego ograniczeni – wystarczy posłuchać, o czym rozmawiają ci przedstawiciele polskiej inteligencji. O mężach, żonach, ciuchach i pieniądzach. Ilu nauczycieli w pokoju nauczycielskim rozmawia o ostatnio przeczytanej książce, o ciekawej wystawie w muzeum, czy spektaklu w teatrze?

Ciągłe wyciąganie pieniędzy od rodziców

Szkoła jest coraz droższa i to jest fakt. Z różnych powodów – a to mundurki, a to fiasko szumnie zapowiadanego przez największego ministra programu tanich podręczników, a to znowu lenistwo nauczycieli.

Mundurki to jest jakiś koszmar. Chyba nawet największy minister nie zdawał sobie sprawy, jak strasznie zdenerwował tym ludzi. Nie dość że w wielu szkołach nie zdecydowano jeszcze, jak ma wyglądać, to w dodatku kilku sprytnych dyrektorów zamiast mundurka wprowadziło tarcze i jest świetnie – tanio, zgodnie z rozporządzeniem i dzieciaki się cieszą. Pisałem już, że u B. za kawałek szmatki, czyli mundurek firma zażyczyła sobie 80 zł, a u O. jeszcze nie wybrano, jak będzie wyglądał. Na tarcze już nie da się zamienić, bo zapisano w statucie szkoły mundurek (dla mnie to oznacza dół i górę, a nie tylko kamizelkę). No cóż. W jednej ze szkół jest to dół i góra za 110 zł. Najbardziej mnie rozbawiła dyrektorka szkoły O., z którą rozmawiałem. Stwierdziła, że w przyszłym roku będą już giełdy używanych mundurków. I tu wracam do akapitu o ograniczeniu nauczycieli – z myśleniem u nich jednak coś nie bardzo. Zobaczymy jak po roku noszenia 5 dni w tygodniu będzie wyglądał mundurek. Bardzo jestem ciekaw ile prań wytrzyma. A pani dyrektor chce go „opchnąć” młodszym. Pogratulować wyobraźni.

Podręczniki – wiadomo, że drogie. Niektóre można kupić używane, ale nie te w klasach I-III podstawówki i nie zeszyty ćwiczeń. Bo teraz dzieci uczy się szacunku dla książek poprzez pisanie w nich. Dawniej do pisania służyły zeszyty, a o książki się dbało. Teraz w książkach się smaruje. Potem wyrosną z nich tacy, co jak będą potrzebowali obrazek, to wytną z książki zupełnie się nie przejmując, że na odwrocie może być jakiś tekst. No i te zeszyty ćwiczeń niemal do każdego przedmiotu muszą być nowe. U O. z j. polskiego w zeszłym roku w zeszycie ćwiczeń zapełniono 15 stron na 70. I koniec. W tym roku trzeba kupić nowy. Tylko po co – żeby znowu zapełnić 20%?

Kosztowne lenistwo – ktoś zapyta – o co mu znowu chodzi? A o takie drobiazgi, które znowu nas kosztują, jak ksero, nieszczęsne zeszyty ćwiczeń (pani od historii stwierdziła, że muszą kupić, bo ona nie wyobraża sobie uczenia bez zeszytów ćwiczeń), czy różne imprezy. Ja rozumiem, że trzeba teraz się wykazać nowoczesnością, ale czemu ja mam płacić 5 zł miesięcznie na ksero, bo jednemu z drugą nie chce się podyktować, czy napisać na tablicy zadań na sprawdzian. Podliczyłem w ubiegłym roku ilość skserowanych stron, które O. przyniosła do domu i nijak mi nie wyszło 5 zł. A to jest 5 zł miesięcznie od ucznia. Przy 300 uczniach w szkole, to wychodzi 15 000 zł rocznie bez rachunku, bez kontroli. Nie wiem na co one idą. Tego że nauczyciel nie wyobraża sobie nauczania bez zeszytu ćwiczeń komentował nie będę, bo szkoda czasu. Na koniec imprezy – imprez ostatnio w szkołach jest więcej niż samej nauki. I tu bynajmniej nie chodzi o wychowawczą rolę szkoły. Tu chodzi o awanse nauczycieli, bo nauczycieli nie ocenia się po jakości kształcenia, ale po ilości rozmaitych działań. W internecie powstały specjalne portale, na których publikują nauczyciele te swoje wypociny, bo przecież w żadnym renomowanym piśmie nikt by takiej ilości bzdur nie wydrukował. Publikacja w internecie bez recenzenta liczy się do dorobku. Zadziwiające. Nauczyciel zamiast uczyć ma podejmować działania, które wpłyną na podniesienie jakości procesu dydaktyczno-wychowawczego realizowanego w szkole. Bardzo interesująca jest lektura wymagań stawianych nauczycielom jeśli chodzi o awans zawodowy. Im więcej imprez – tym lepiej. W ogóle dochodzę do wniosku, że w szkole już coraz mniej się uczy, a coraz więcej imprezuje.

Brak przepływu informacji między nauczycielami

Nauczyciele ze sobą nie rozmawiają o tym, co robią, czego uczą. Miały być kiedyś bloki przedmiotowe, żeby fizyk współpracował z matematykiem, polonista z historykiem itp. Dziś upewniłem się, że taki przepływ informacji nie istnieje. I potwierdza to moją wcześniejszą tezę, że nauczyciele rozmawiają ze sobą o „przymiotach Maryni”. Pani wychowawczyni-polonistka nie miała pojęcia, że na religii dzieci oglądają filmy. Była natomiast zachwycona, że tak chętnie chodzą na te lekcje. Oczywiście – skoro oglądają filmy, których w domu rodzice by im nie pozwolili oglądać i dostają za to oceny celujące, to chyba jasne, że chętnie będą chodziły. Nie chcę, żeby to wyglądało, że czepiam się religii w szkole, ale skoro jest to przedmiot, z którego ocena jest istotnym składnikiem edukacji obecnej i przyszłej mojego dziecka, to niech on będzie nauczany porządnie. Zresztą skoro żyjemy w Polsce, której mieszkańcy zawsze byli religijni, to wypadałoby coś o tej religii wiedzieć. Wywodzimy się z kręgu kultury chrześcijańskiej i nie wyobrażam sobie, żeby moje dzieci nie miały pojęcia o podstawowych symbolach, o historii, o tym co jest dla tak wielu ważne. W domu ich tego nie nauczę, więc niech choć w szkole tego lizną. Ale niech to będzie normalny przedmiot, jak historia, matematyka, czy fizyka. Niech nauczyciel (ksiądz, czy katecheta) przykłada się do nauczania tego przedmiotu.

Be the first to comment - What do you think?  Posted by ojczym - 05/09/2007 at 23:24

Categories: Archiwum   Tags:

« Poprzednia stronaNastępna strona »