Ojciec i ojczym

Blog ojca siedmiolatka i ojczyma czternastolatki

31 października 2007

Jak wytrwałość procentuje

Pisałem już o umiejętności przegrywania, której B. nie ma i bardzo mu trudno przychodzi pogodzić się z porażką. Ostatnio był u nas w weekend i wcześniej jeszcze grał ze mną w szachy. Oczywiście przegrał, ale już wtedy stwierdził, że on się już nie denerwuje, jak przegrywa. Jak go odwoziłem, to jeszcze mu tłumaczyłem, że jest jeszcze dzieckiem i nie jest mu łątwo wygrywać z dorosłymi w szachy. I tu pojawił się problem - bo on wygrywał z dziadkiem i uważał się za lepszego szachistę od dziadka. Ale dziadek mu się podkładał, czego B. nie zauważył.

W weekend znowu graliśmy 2 razy w szachy i najpierw dostał mata w kilku ruchach - takiego świńskiego. Zdenerwował się, ale zagrał jeszcze jedną partię. Zaczął już zastanawiać się nad ruchami, trochę mu pomagałem i tłumaczyłem. Widziałem, że chce się nauczyć grać lepiej. Przegrał, ale bez żadnych problemów to przyjął.

I na koniec gra w chińczyka, czyli człowieku nie irytuj się. Zwykle B. chciał grać, ale bez zbijania - a to żaden chińczyk. W niedzielę dał się namówić na normalnego chińczyka, bo znalazł na odwrocie grę Barykada. Wyjaśniliśmy mu, że jest trudniejsza i tam naprawdę każdy chce wygrać i podłożyć drugiemu nogę. Najpierw musi z nami zagrać na poważnie w chińczyka ze zbijaniem i bez płaczu - taki egzamin. Zdał go śpiewająco. Mimo wielokrotnego zbijania, nie poddał się, a na koniec wygrał, z czego był niesamowicie dumny i my też, bo nie podłożyliśmy się, a on wykazał spokój i chyba dorósł do gier, w których czasem będzie przegrywał.

Cieszy mnie, że gra sprawia mu przyjemność i nie konieczne jest wygrywanie za wszelką cenę. Wydaje mi się, że dorasta do tego.


Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
24 października 2007

Przyjaciele po rozwodzie

Do tej pory w jakiś sposób oszukiwałem się i odsuwałem myśli o tym, jak zareagowali moi przyjaciele na mój rozwód i na ponowne małżeństwo. Ostatnio jedno wydarzenie przysunęło ten temat bliżej mnie i sprawiło, że zacząłem się nad tym częściej zastanawiać. W poniedziałek B. był u nas i powiedział, że Marek i Jola mnie pozdrawiają. W pierwszym odruchu się ucieszyłem, potem zastanowiłem - to znaczyło, że byli w odwiedzinach u B. w niedzielę, a ja o tym nic nie wiedziałem.

Marek jest moim kumplem jeszcze ze studiów - wychodzi na to, że znamy się już blisko 20 lat. Po skończeniu studiów Marek wrócił do swojego rodzinnego miasta, ale kilka razy w roku się spotykaliśmy na mniej lub bardziej zakrapianych spotkaniach. Po ożenkach i urodzeniu się dzieci częstotliwość naszych spotkań zmalała, ale jednak widywaliśmy się 2-3 razy w roku razem z żonami i dziećmi. Od momentu rozwodu Marka nie widziałem. Ja nie chciałem do niego jechać, bo wiem, że Jola nie zaakceptowała mojego rozwodu, ale z nim mieliśmy się kilka razy spotkać i pogadać jak facet z facetem. Nie udawało się. Jakoś to trochę zrzucałem na karb różnych obowiązków jego i moich. Potem na karb pantoflarstwa i niechęci Joli do mnie i do jego spotkań ze mną.

Tym bardziej mnie dotknęło to, że przyjechali do mojej byłej żony, a Marek mi nic nie powiedział. Przypuszczam, że nie miał ochoty się ze mną spotkać i jednoznacznie dał mi do zrozumienia, że stoi po stronie mojej byłej. A może po prostu po stronie swojej żony, która nim kieruje.

Zdawałem sobie sprawę, że znajomi w przypadku rozwodu będą zachowywali się różnie, że spolaryzują się, podzielą na tych, których to nie obchodzi, bo to moje sprawy i na tych, którzy wyraźnie opowiedzą się po jednej ze stron. Tych po mojej wyraźne stronie nie ma w ogóle, ale za to są normalni ludzie, których problemy cudze nie obeszły. Spora grupa bliskich mi osób okazała się bardzo niechętnie do mnie nastawiona, a do mojej obecnej małżonki wręcz agresywnie. Bardzo mnie to zdumiewało, bo nawet nie byli specjalnie blisko z moją byłą.

Myślę, że każdy kto decyduje się na rozwód musi liczyć się z utratą wielu znajomych, przyjaciół to nie, bo jeśli się odwrócą, to oznacza, że nie byli prawdziwymi przyjaciółmi. Utrata znajomych w moim przypadku prawdopodobnie oczyściła moje bliskie otoczenie z ludzi fałszywych i takich, których naprawdę zupełnie nie obchodziłem. Przykro mi to pisać, ale bardzo się zawiodłem na Marku, szkoda.

Jolu, Marku - ja też Was pozdrawiam. Następnym razem nie przesyłajcie mi pozdrowień przez mojego syna - możecie wysłać pocztówkę.


Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
21 października 2007

Platforma wygrała i przepis na szczawiową

Platforma ObywatelskaCieszy mnie to. Głosowałem na PO w poprzednich wyborach - nie udało się. W tych również. Skończy się wreszcie spektakl nienawiści do innych ludzi serwowany przez obecną władzę. Może wreszcie ważniejsza będzie gospodarka i lepsza Polska od mundurków, stopni z religii, konferencji prasowych CBA i CBŚ.

A ja wczoraj zrobiłem szczawiową po raz pierwszy i wszystkim smakowała, co mnie osobiście bardzo ucieszyło.

Robiłem ją wg przepisu na zupę szczawiową mojej mamy:

  1. Wywar na kości ze schabu i włoszczyźnie
  2. Słoiczek szczawiu konserwowego ze sklepu
  3. Śmietana

Do ugotowanego wywaru dodaję szczaw przetarty przez sitko. Na sitko wykładam najpierw połowę, a potem do smaku. W sumie dałem cały słoik na 2 litry zupy. Do smaku dosolić, można dodać trochę cukru, żeby złamać kwaśny smak. Zagęszczam mąką rozmieszaną z zimną wodą (przez sitko) i śmietaną (uwaga, bo łatwo się w kwaśnej zupie warzy). Podaję z jajkiem na twardo.


Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
20 października 2007

Aikido strzał w dziesiątkę

B. już ponad miesiąc chodzi na Aikido. Zdarzyło mu się, że nie chciał iść i już już prawie zrezygnował, ale na szczęście nie dałem mu odpuścić. Teraz chodzi z dużą przyjemnością. Sensei bardzo fajny, świetne podejście ma do dzieciaków, a te go uwielbiają. Nie ma kar, same nagrody :) Za gorsze zachowanie, gadanie dostają w nagrodę 10-15 przysiadów lub pompek. Cieszą się zawsze dużym wzięciem i chętnie poddają się takim karom.

Tatusiowie włączani są do treningów przy okazji kręcenia pasami i ganiania dzieciaków, czy też ćwiczeń na refleks i szybkość. Bardzo się to dzieciakom podoba.

Cieszę się, że B. chodzi i dobrze mu idzie.


Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
14 października 2007

Pierwsza dwója i uwaga

Parę dni temu B. na okrętkę sprzedał mi wiadomość, że dostał dwóję z testu. Druga klasa i już dwója. No to pytam, jaki to był test, z jakiego przedmiotu, jakie były zadania. B. nie pamiętał - przedziwne już to. Potem stwierdził, że z polskiego, ale nie pamiętał z czego. No to postanowiłem sprawdzić u źródła, czyli u pani nauczycielki. Okazało się, że nie test a kartkówka, nie z polskiego a z matematyki. Normalnie Radio Erewań. W każdym razie chodziło o to, że większość dzieci nie zrozumiała kolejności działań w nawiasach.

Wcześniej B. dostał uwagę, to znaczy nie dostał, ale pani zabrała dzienniczek, żeby uwagę wpisać. Dla niego to było równoznaczne z dostaniem uwagi - za gadanie. Mi o tym powiedział, ale potem mnie prosił, żeby nie mówić mamie, bo będzie krzyczeć. Umówiliśmy się, że jednak trzeba powiedzieć, ale prosił, żebym to ja powiedział. W sumie ta uwaga i jego gadanie, czy też rozproszenie na lekcji biorą się między innymi z tego, że siedział koło chłopca z ADHD. Mama B. po tej uwadze poprosiła panią o przesadzenie B. w inne miejsce, bo on i tak ma problemy ze skupieniem się na pracy. Pani go przesadziła. No i dobrze. A dzienniczka pani nie oddała do dzisiaj i nie wiadomo, czy uwaga jest, czy nie. W ubiegłym roku pani często straszyła i w końcu nie wpisywała.

I tu sprawa natury ogólniejszej. Nie  podoba mi się, że pani czasem zabiera dzienniczek strasząc uwagą i nie wpisuje jej. B. na szczęście o ewentualnych uwagach mówi, ale może się zdarzyć, że będzie je lekceważył, będzie myślał, że może jednak nie dostanie, a rodzice się nie dowiedzą. Uważam, że kara powinna być nieuchronna i nie powinno się jej relatywizować na tak wczesnym etapie wychowania. Skoro coś przeskrobał, to uwaga powinna być w dzienniczku, co też jest pewną informacją dla rodziców.

Zaczyna mnie trochę martwić to, że B. boi się, że mama będzie krzyczeć i woli jej nie mówić. To jest pierwszy krok do zamknięcia się dziecka. Na razie nie powie o ewentualnej uwadze, a potem nie powie już nic, co jego dotyczy.

I na koniec największe zmartwienie. “Mama jest ciągle w pracy i nigdy nie ma dla mnie czasu” - zdanie o pracy nieprawdziwe, ale ta część o braku czasu jak najbardziej. Pracą jest również hobby, ale B. tego nie wie i myśli, że mama tak ciężko pracuje.


Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
web stats stat24