Pierwsza dwója i uwaga
Parę dni temu B. na okrętkę sprzedał mi wiadomość, że dostał dwóję z testu. Druga klasa i już dwója. No to pytam, jaki to był test, z jakiego przedmiotu, jakie były zadania. B. nie pamiętał – przedziwne już to. Potem stwierdził, że z polskiego, ale nie pamiętał z czego. No to postanowiłem sprawdzić u źródła, czyli u pani nauczycielki. Okazało się, że nie test a kartkówka, nie z polskiego a z matematyki. Normalnie Radio Erewań. W każdym razie chodziło o to, że większość dzieci nie zrozumiała kolejności działań w nawiasach.
Wcześniej B. dostał uwagę, to znaczy nie dostał, ale pani zabrała dzienniczek, żeby uwagę wpisać. Dla niego to było równoznaczne z dostaniem uwagi – za gadanie. Mi o tym powiedział, ale potem mnie prosił, żeby nie mówić mamie, bo będzie krzyczeć. Umówiliśmy się, że jednak trzeba powiedzieć, ale prosił, żebym to ja powiedział. W sumie ta uwaga i jego gadanie, czy też rozproszenie na lekcji biorą się między innymi z tego, że siedział koło chłopca z ADHD. Mama B. po tej uwadze poprosiła panią o przesadzenie B. w inne miejsce, bo on i tak ma problemy ze skupieniem się na pracy. Pani go przesadziła. No i dobrze. A dzienniczka pani nie oddała do dzisiaj i nie wiadomo, czy uwaga jest, czy nie. W ubiegłym roku pani często straszyła i w końcu nie wpisywała.
I tu sprawa natury ogólniejszej. Nie podoba mi się, że pani czasem zabiera dzienniczek strasząc uwagą i nie wpisuje jej. B. na szczęście o ewentualnych uwagach mówi, ale może się zdarzyć, że będzie je lekceważył, będzie myślał, że może jednak nie dostanie, a rodzice się nie dowiedzą. Uważam, że kara powinna być nieuchronna i nie powinno się jej relatywizować na tak wczesnym etapie wychowania. Skoro coś przeskrobał, to uwaga powinna być w dzienniczku, co też jest pewną informacją dla rodziców.
Zaczyna mnie trochę martwić to, że B. boi się, że mama będzie krzyczeć i woli jej nie mówić. To jest pierwszy krok do zamknięcia się dziecka. Na razie nie powie o ewentualnej uwadze, a potem nie powie już nic, co jego dotyczy.
I na koniec największe zmartwienie. „Mama jest ciągle w pracy i nigdy nie ma dla mnie czasu” – zdanie o pracy nieprawdziwe, ale ta część o braku czasu jak najbardziej. Pracą jest również hobby, ale B. tego nie wie i myśli, że mama tak ciężko pracuje.
Najgorsze, że o „zapracowanej mamie” powiedział do mnie, a mnie zatkało i nic nie odpowiedziałam, nie umiem bronić tej kobiety. Często w środku jestem zła na nią, że nie zajmując się wychowaniem swojego syna i tak wielką odpowiedzialność składa na nasze barki.
Ten weekend mały miał spędzić z matką,ale córka powiedziała mi że od rana do 12:00 ex była w stajni i jeździła sobie na prywatnym koniu. Co w tym czasie robił B? Pewnie dowiemy się jutro, chociaż staramy się nie zadawać mu pytań związanych z czasem spędzanych z matką.