Przyjaciele po rozwodzie

Do tej pory w jakiś sposób oszukiwałem się i odsuwałem myśli o tym, jak zareagowali moi przyjaciele na mój rozwód i na ponowne małżeństwo. Ostatnio jedno wydarzenie przysunęło ten temat bliżej mnie i sprawiło, że zacząłem się nad tym częściej zastanawiać. W poniedziałek B. był u nas i powiedział, że Marek i Jola mnie pozdrawiają. W pierwszym odruchu się ucieszyłem, potem zastanowiłem – to znaczyło, że byli w odwiedzinach u B. w niedzielę, a ja o tym nic nie wiedziałem.

Marek jest moim kumplem jeszcze ze studiów – wychodzi na to, że znamy się już blisko 20 lat. Po skończeniu studiów Marek wrócił do swojego rodzinnego miasta, ale kilka razy w roku się spotykaliśmy na mniej lub bardziej zakrapianych spotkaniach. Po ożenkach i urodzeniu się dzieci częstotliwość naszych spotkań zmalała, ale jednak widywaliśmy się 2-3 razy w roku razem z żonami i dziećmi. Od momentu rozwodu Marka nie widziałem. Ja nie chciałem do niego jechać, bo wiem, że Jola nie zaakceptowała mojego rozwodu, ale z nim mieliśmy się kilka razy spotkać i pogadać jak facet z facetem. Nie udawało się. Jakoś to trochę zrzucałem na karb różnych obowiązków jego i moich. Potem na karb pantoflarstwa i niechęci Joli do mnie i do jego spotkań ze mną.

Tym bardziej mnie dotknęło to, że przyjechali do mojej byłej żony, a Marek mi nic nie powiedział. Przypuszczam, że nie miał ochoty się ze mną spotkać i jednoznacznie dał mi do zrozumienia, że stoi po stronie mojej byłej. A może po prostu po stronie swojej żony, która nim kieruje.

Zdawałem sobie sprawę, że znajomi w przypadku rozwodu będą zachowywali się różnie, że spolaryzują się, podzielą na tych, których to nie obchodzi, bo to moje sprawy i na tych, którzy wyraźnie opowiedzą się po jednej ze stron. Tych po mojej wyraźne stronie nie ma w ogóle, ale za to są normalni ludzie, których problemy cudze nie obeszły. Spora grupa bliskich mi osób okazała się bardzo niechętnie do mnie nastawiona, a do mojej obecnej małżonki wręcz agresywnie. Bardzo mnie to zdumiewało, bo nawet nie byli specjalnie blisko z moją byłą.

Myślę, że każdy kto decyduje się na rozwód musi liczyć się z utratą wielu znajomych, przyjaciół to nie, bo jeśli się odwrócą, to oznacza, że nie byli prawdziwymi przyjaciółmi. Utrata znajomych w moim przypadku prawdopodobnie oczyściła moje bliskie otoczenie z ludzi fałszywych i takich, których naprawdę zupełnie nie obchodziłem. Przykro mi to pisać, ale bardzo się zawiodłem na Marku, szkoda.

Jolu, Marku – ja też Was pozdrawiam. Następnym razem nie przesyłajcie mi pozdrowień przez mojego syna – możecie wysłać pocztówkę.