Jak wytrwałość procentuje

Pisałem już o umiejętności przegrywania, której B. nie ma i bardzo mu trudno przychodzi pogodzić się z porażką. Ostatnio był u nas w weekend i wcześniej jeszcze grał ze mną w szachy. Oczywiście przegrał, ale już wtedy stwierdził, że on się już nie denerwuje, jak przegrywa. Jak go odwoziłem, to jeszcze mu tłumaczyłem, że jest jeszcze dzieckiem i nie jest mu łątwo wygrywać z dorosłymi w szachy. I tu pojawił się problem – bo on wygrywał z dziadkiem i uważał się za lepszego szachistę od dziadka. Ale dziadek mu się podkładał, czego B. nie zauważył.

W weekend znowu graliśmy 2 razy w szachy i najpierw dostał mata w kilku ruchach – takiego świńskiego. Zdenerwował się, ale zagrał jeszcze jedną partię. Zaczął już zastanawiać się nad ruchami, trochę mu pomagałem i tłumaczyłem. Widziałem, że chce się nauczyć grać lepiej. Przegrał, ale bez żadnych problemów to przyjął.

I na koniec gra w chińczyka, czyli człowieku nie irytuj się. Zwykle B. chciał grać, ale bez zbijania – a to żaden chińczyk. W niedzielę dał się namówić na normalnego chińczyka, bo znalazł na odwrocie grę Barykada. Wyjaśniliśmy mu, że jest trudniejsza i tam naprawdę każdy chce wygrać i podłożyć drugiemu nogę. Najpierw musi z nami zagrać na poważnie w chińczyka ze zbijaniem i bez płaczu – taki egzamin. Zdał go śpiewająco. Mimo wielokrotnego zbijania, nie poddał się, a na koniec wygrał, z czego był niesamowicie dumny i my też, bo nie podłożyliśmy się, a on wykazał spokój i chyba dorósł do gier, w których czasem będzie przegrywał.

Cieszy mnie, że gra sprawia mu przyjemność i nie konieczne jest wygrywanie za wszelką cenę. Wydaje mi się, że dorasta do tego.