Czemu dzieci nie czytają książek?
Od jakiegoś czasu borykamy się z problemem niechęci O. do sięgania po słowo pisane. Książki, literatura mogą dla niej nie istnieć. Ogranicza się do przeczytania lektury szkolnej, których nota bene nie ma za wiele. Ostatnio czytała Małego Księcia i to chyba jest jedyna lektura w ciągu 2 miesięcy. Szkoła oczywiście nie wymaga czytania lektur – za przeczytanie lektury w klasie O. otrzymuje się 5, a za opracowanie 4.
Problem rozciąga się poza literaturę piękną. O. twierdzi, że interesuje się jeździectwem. To ja pytam – ile i jakie książki o jeździectwie przeczytałaś? Żadnej. Na tym nie polega interesowanie się jeździectwem – po prostu jeździ konno, a cała reszta dokształcania się, poszukiwania dodatkowych informacji ginie.
Pytam ją – czemu nie czytasz książek? Bo nie lubię – odpowiada. Nie lubię czytać przez 40 minut na przykład. – A nie wciąga cię akcja, nie interesuje cię, co się stanie dalej? – pytam. Nie – pada odpowiedź.
Dla mnie wychowanego na książkach, połykającego w jej wieku wszystko taka postawa jest przerażająca. O. dobrze, a nawet bardzo dobrze się uczy w szkole, ale nic ponad to. Nie czyta, nie interesuje się niczym oprócz koni – choć tu też nie bardzo. Dla mnie zainteresowanie jest czymś, o czym czytam, dyskutuję, poszukuję nowych informacji. U niej tego nie ma. Ona jeździ konno i to wszystko.
B. lubi książki, choć nie czyta dużo, ale jak już złapie jakąś książkę, to częściowo przynajmniej ją przeczyta, a częściowo przegląda. To zależy od tematyki książki. Mam nadzieję, że jego chęć czytania rozwinie się, a nie zaniknie.
Nie mam za wiele kontaktów z innymi dziećmi w tym wieku, ale z obserwacji tych, co przychodzą na treningi do mnie, problem czytania istnieje.
W tej sprawie wina leży również po stronie szkoły. Ostatnio O. przyniosła zadanie z geografii z zeszytu ćwiczeń, na które odpowiedzi nie było w podręczniku, a trudno mieć różne książki geograficzne w domu. Więc jak znaleźć odpowiedź? Oczywiście z internetu. A czemu nie zadać pytania, na które odpowiedź można znaleźć w podręczniku po przeczytaniu kilku stron? Najłatwiej wyguglować i dostać gotową odpowiedź.
Istnieje, i to duży…
Jak dzieciaki pod koniec podstawówki sobie wolą w Tibię potłuc i reszta ich nic nie obchodzi…?
Cóż, pozostaje mieć tylko nadzieję, że trafi w końcu na temat, na który odpowiedzi w Googlach nie znajdzie (są jeszcze takie
) i będzie musiała się wysilić…
Tylko najbardziej ubolewam nad faktem, że jeśli trzeba wyszukać jakieś hasło w zwykłym słowniku książkowym (np. na lekcji), to są jakieś problemy… Dla mnie to jest co najmniej „dziwne”, ale fakt faktem…
To jest to, co obserwuję – łatwiej włączyć komputer i wyguglować niż wziąć z półki słownik i poszukać samemu. Przerażające trochę.
Cóż, czasem trzeba, ale raczej nie na tym etapie edukacji…
My wychowaliśmy się na książkach igazetach, ponieważ to one były głównym, a często jedynym źródłem informacji. Obcnie w dobie komputeryzacji książka to przeżytek i tak właśnie jest traktowana. Jak to zmienić? Trzeba wejść w modę i „zelektornizować” przekaz czyli książki, co właśnie się dzieje w formie audiobooków. Więc jezeli chcesz aby Twoja córa się rozwijała, zaproponój jej zamiast czytania słuchanie książek w MP3, wiele dzieci z tego korzysta z dobrym skutkiem. Jeżeli słuchanie jej nie podejdzie, to już jest problem, bo to oznacza, że ona ma raczej negatywny stosunek ogólnie do informacji i zaczyna przystawać do społeczeństwa, które lubuje się w gotowej papce informacyjnej. A to już jest problem całego młodego społeczeństwa.
Ciekawy pomysł z audiobookami. Faktycznie jest to jakieś wyjście, a i w dobrym wykonaniu dobrze się słucha. Sam swego czasu słuchałem, jak polskich książek było mało, a z sieci łatwo było ściągnąć.
Dziękuję za pomysł
Sama onegdaj pochłaniałam książki.. a wciągnięta w akcję zapominałam o bożym świecie..
Tego moja córa nie ma… czyta.. ale nie widzę w tym pasji..
nie pomyślałam o audiobiikach… fajny pomysł.. muszę z nią przećwiczyć…
[...] Z jednej strony to całkiem dobrze, że może mniej papieru będziemy zużywać, z drugiej jednak obcowanie z papierową wersją gazety, czasopisma, książki ma dla mnie jeszcze wartość emocjonalną. Lubię zapach papieru, druku, szelest kartek. Nie wyobrażam sobie czytania przed snem na ekranie laptopa – nie zasnąłbym bojąc się, że mi spadnie na podłogę, a z książką można zasnąć bez obawy. Inaczej jest z książkami audio – dla osób niedowidzących lub niewidzących jest to wspaniałe medium. Zresztą sam lubię słuchać książek czytanych w odcinkach przez znanych aktorów. Natomiast dla młodzieży, która nie czyta nic poza blogaskami i naszą klasą jest książki audio są chyba jedyną okazją do poznania literatury, o czym zresztą już kiedyś pisałem we wpisie “Dlaczego dzieci nie czytają książek” [...]