Szkolno-młodzieżowy slang w domu

Oboje – O. i B. przynoszą ze szkoły do domu język dziecięco-młodzieżowo-szkolny. Drażnią mnie takie wyrazy, jak „polewka”, „jasne” (z jakąś taką dziwaczną intonacją, co chyba ma znaczyć – żartujesz?), „masakrycznie” czy „no i?”. Staram się nie zwracać za bardzo na nie uwagi, ale w taki dzień, jak dziś bardzo mnie drażnią.

Nie wiem, czy ingerować w ten slang, czy udawać, że się go nie zauważa licząc, że kiedyś wyrosną z tego. Nie chcę, żeby dzieci w domu rozmawiały ze sobą i z nami taką szkolną gwarą. Nie chcę za bardzo w to ingerować, ale jednak albo poprawiam albo udaję, że nie dosłyszałem i proszę o powtórzenie – reflektują się wtedy i wyrażają swoje myśli bardziej zrozumiałym językiem.

Nie chciałbym, żeby mówiły w ten sposób, drażni mnie to.