Szkolno-młodzieżowy slang w domu
Oboje – O. i B. przynoszą ze szkoły do domu język dziecięco-młodzieżowo-szkolny. Drażnią mnie takie wyrazy, jak „polewka”, „jasne” (z jakąś taką dziwaczną intonacją, co chyba ma znaczyć – żartujesz?), „masakrycznie” czy „no i?”. Staram się nie zwracać za bardzo na nie uwagi, ale w taki dzień, jak dziś bardzo mnie drażnią.
Nie wiem, czy ingerować w ten slang, czy udawać, że się go nie zauważa licząc, że kiedyś wyrosną z tego. Nie chcę, żeby dzieci w domu rozmawiały ze sobą i z nami taką szkolną gwarą. Nie chcę za bardzo w to ingerować, ale jednak albo poprawiam albo udaję, że nie dosłyszałem i proszę o powtórzenie – reflektują się wtedy i wyrażają swoje myśli bardziej zrozumiałym językiem.
Nie chciałbym, żeby mówiły w ten sposób, drażni mnie to.
nie przynoszą: kolo (kolega) zajefajnie (dobrze) ziom (przyjaciel)?
))
Każdy wiek ma swój slang. Chociaż kolo i ziom w wykonaniu CM-ki wścieka mnie do granic możliwości
Te się na szczęście nie pojawiły, ziom tak, ale to w zupełnie innym kontekście. B. mówi ziomek czasami. Zajefajnie mnie doprowadza do szału i tego bym w domu nie zniósł.
Nie wiem skąd się bierze ta wulgaryzacja języka. W TV k… i za…ście się pojawia wszędzie. Stąd to się potem bierze w szkole i dalej w domu. Jest przyzwolenie na wulgaryzmy, również w szkole.
Haha, skąd ja to znam. Siostra mojego męża ma 13 lat i co jakiś czas w jej słowniku pojawiają się jakieś nowe zwroty. Czuję się wtedy bardzo staro i potrzeba mi dłuższej chwili, by móc się do tego dostosować. Ale pamiętam, że za moich szkolnych czasów też co chwilę pojawiały się modne słowa, których używało się nawet w domu.
Będąc dzieckiem bardzo łatwo ulega się różnym dziwnym modom i podąża za innymi, ale to się szybko zmienia. Dziś jest „no i?”, jutro będzie „a co?”.
Tego się nie da zmienić, takie są uroki tego wieku.
Ale stosunek rodziców też ma znaczenie. Na przykład ja do dziś nie przeklinam w domu moich rodziców, chociaż w moich czterech kątach nie raz mi się to zdarza. W domu rodzinnym nigdy na to nie pozwalano i okropnie tępiono.
(Przepraszam za tak długi komentarz, ale krócej się nie dało).
Ojczymie, każdy wiek ma swoje prawa…
Moim zdaniem, dobrze by było pójść tu na kompromis (np. nie widzę niczego slangowego w zwrocie no i?). Dlaczego? Chociażby dla autorytetu u dzieci? Jeśli akceptujesz w pewnym stopniu slangi, to Twój autorytet rośnie w ich oczach, bo nie jesteś wówczas tzw. „zgredem”.
Owszem, jestem jak najbardziej za tym, aby zachowywać czystość języka, ale:
Więc tutaj potrzebny jest kompromis. Za przykład podam tu osobę swojej wychowawczyni: polonistka, już przeżyła swoje lata, a używa tzw. slangów. I na pewno to wpływa na rozluźnienie atmosfery.
minbeat: Dziękuję za komentarz, wcale nie jest za długi. Z przyjemnością przeczytałem i oczywiście zgoda, że pojawiają się nowe mody, nowe słowa, którymi młodzież się cieszy. Można je tolerować, ale wolałbym, żeby jednak w domu mówiło się poprawnie
Przypuszczam, że ktoś kto mnie znał z młodości powiedziałby – nie pamięta wół, jak cielęciem był. Czasem wygodnie nie pamiętać
Przemek: „no i?” może nie jest slangowym, ale odbieram je, jako niegrzeczne, a dzieciaki do siebie się tak odzywają. Pamiętam, jak kolega opowiadał, jak do ojca (w ogólniaku) powiedział „pędź frajerze”, bo tak do siebie mówiliśmy
Hmm – ojciec nie był nastawiony kompromisowo w tym przypadku
No ok, ale nie miałem na myśli aż takiej skrajności.