Dokopać i wyśmiać, bo ktoś coś robi

Łaciaty koń - srokaczMiało być o czymś innym, o rodzinie, ale ostatnie wydarzenia w sumie rodzinne zmotywowały mnie do wyrzucenia z siebie narastającej złości i chyba również żalu.  Kilka dni temu zaczęliśmy z A. pisać Poradnik dla miłośników koni, który w założeniu miał być poradnikiem złożonym z naszych własnych doświadczeń dla ludzi, którzy jeżdżą konno, ale nie dla profesjonalistów. Zgodnie z założeniami i żeby trafić do naszych odbiorców zamieściliśmy wpisy informacyjne na forach „końskich” z zaproszeniem do czytania i komentowania. Oczywiście pierwsze osoby, które dokonały wpisów na temat tego poradnika rzuciły się, jak sępy na żer i dawaj – wyśmiewać, że to wszyscy wiedzą, że tematy spłycone, że my niewyedukowani, że nie mamy doświadczenia (pomijam nasze ponad 20-letnie doświadczenie z końmi i jeździectwem na poziomie rekreacji i sportu). Przyznam, że się trochę zezłościłem i wyprułem kilku osobom od „zarozumiałych, przemądrzałych, niedowartościowanych teoretyków” i trochę mi ulżyło.

Widziałem, że A. zwątpiła w sens całego pisania (Ona pisze większość tekstów), ale na szczęście pojawili się po jakimś czasie ludzie, którzy pochwalili, dopytywali, w statystykach pojawiły się wejścia z Google poszukujących dokładnie tej wiedzy, którą my proponujemy. Wierzę, że jednak komentarze i krytyka merytoryczna przeważy w końcu, a zawistnicy będą korzystali mimo wszystko.

Mimo to pozostał jakiś żal i taka refleksja, że jednak jest w społeczeństwie chęć dokopania komuś, kto cokolwiek robi. Najlepiej nie robić nic, siedzieć i narzekać. Jak ktoś bardziej zaangażowany się pojawi, to go zdołować i wyśmiać. Strasznie przykre. A środowisko jeździeckie jest chyba w czołówce pod tym względem.