Plastelinowe zwierzęta – zabawa wielce zajmująca
Myślałem, że B. zostanie na weekend, ale w czwartek się okazało (była mnie SMSem poinformowała, żebym go odwiózł), że wyjeżdża do moich byłych przyjaciół. No i niestety piątek w sporej części zajęły mi sprawy sądowo-bankowe. Do obiadu był u dziadków, ale z trudem wyrwałem go na obiad do nas. Oczywiście stwierdził, że nie lubi gołąbków (zawsze lubił), ale w końcu zjadł. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że dzieciom należy podawać, a nie mówić o jedzeniu.
Zabawa absolutnie wciągająca
Po obiedzie B. , oprócz spacerku do sklepu, w czasie którego kupiliśmy książeczkę z grą Dinozaury (dla dzieci w każdym wieku – bardzo fajna płytka i książka) próbował namówić A. na zabawę swoimi zabawkami (rycerze, smoki, samochody), ale ona nie dała się. Zamiast tego zabrali się za lepienie plastelinowych zwierzaków. Ja jestem w takich artystycznych sprawach noga, ale widziałem, że A. zaimponowała mu umiejętnościami i bardzo się starał samemu coś podobnego ulepić.
Sporo figurek ulepili, a z każdą ulepioną B. coraz ładniejsze robił. Myślę, że taka zabawa z A. była dla niego bardzo ważna. Spokojna, wymagająca koncentracji i współpracy. Pozwoliła im nawiązać dobry kontakt ze sobą, a B. już się zaczyna znajdować w naszej rodzinie. Szkoda, że O. ma w piątki treningi i nie spędzają ze sobą dużo czasu. Właściwie stanowczo za mało.
czyli nieco integracyjnie było…
To lepienie figurek przerabiałam z Miśką.. i faktycznie wciąga… zresztą jak każda inna zabawa wspólna..
Powiedz mi może skąd wynika coś takiego..
Onegdaj kiedy dziecięciem byłam to pamiętam, że zmykało się do swojego pokoju.. i bawiło się samemu tudzież z rówieśnikami. Nie było problemu w tym by samemu sobie coś do zabawy wyszukać… Nie przypominam sobie bym kiedykolwiek poszła do mamy i powiedizała: nudzi mi się. Oczekując jednocześnie, że ona coś na to zaradzi..
A moje dziecię – co w sumie jest miłe – ale najlepiej się czuje w jednym pokoju ze mną.. i owo tragiczne „nudzi mi się” niestety wydobywa się z niej… coraz mniej.. ale jednak…
Co się z dzieciakami dzieje? albo co z nami?
Wiem, że to nie tylko moje ma takie zapędy…
Ech – mam czasem to samo. Wydaje mi się, że to jest pokolenie TV i komputera, które dostaje gotową papkę. Nie musi się wysilać, angażować wyobraźni. Choć szczerze mówiąc nie bardzo wiem, czemu tak się dzieje. Mam wrażenie, że ogólnie dzieci coraz dłużej chcą być i są dziećmi. Czy to my je chronimy przed dorastaniem bardziej niż nasi rodzice nas?
Czy dzieci chcą być jak najdłużej dziećmi?
W kwestii odpowiedzialności na pewno tak. Kto by tam chciał dorastać po to, by iść do pracy, podejmować decyzje, itd.
Ale w innych kwestiach? W jakim wieku dzieci zaczynają przygody z alkoholem, z papierosami, narkotykami? Ile jedenastolatek się maluje? Pod tym względem dzieci chcą być dorosłe, by robić rzeczy dla dorosłych przyjemne.
Pokolenie komputera i innych dóbr naszych czasów to dobre określenie. Ja się tak „dobrze” nie miałam, a mimo to nigdy nie brakowało pomysłów na zajęcie wolnego czasu.
minbeat: nie wiem, czemu, ale Twój komentarz został wyłapany przez Akismet jako spam i dlatego tak długo się nie pojawił. Przepraszam – więcej się nie powtórzy.
Wracając do tematu – to prawda, że chcą pozować na dorosłych, ale z drugiej strony powiedzą, że nie umieją chleba ukroić, czarne buty zapastują brązową pastą, a kociej kuwety nie zauważą
Oczywiście nie znam tego z autopsji.
Nie chcą żadnej odpowiedzialności, chcą tylko się bawić. Mam wrażenie, że pokolenie ich rodziców jednak miało więcej obowiązków, a mniej praw. Nam nikt nie mówił o prawach ucznia, dziecka itp. W szkole linijką po łapach dostałem nie raz, a i w domu kapciem. Teraz nie wolno. Uczeń ma prawa, ale zapomina o obowiązkach i to przenosi się na całe życie.
A pokolenie komputera już nie rozmawia ze sobą w szkole – oni rozmawiają na GG z domu. Nie spotykają się na trzepaku. Nie bawią się na podwórku przed blokiem – siedzą przed kompami i gadają, grają, fotki umieszczają.
ojczym: nic nie szkodzi z tym spamem to się i u mnie zdarza.
A na to jakie są teraz dzieci i młodzież nic nie można poradzić, takie teraz są czasy. Chociaż w dużej mierze od rodziców zależy co ich dziecko będzie robić – przecież od najmłodszych lat kształtuje się w dzieciach jakieś zachowania, wzorce. (Tam przynajmniej myślę.)
Ten współczesny świat jest trochę śmieszny i bardzo się zmienił, nawet dla mnie – młodej osoby. Mama zawsze opowiadała, że gdy byłam mała i trzeba mnie było zająć dostawałam bucik i sznurówkę. Siedziałam tak i próbowałam włożyć sznurówkę do dziurki.
Teraz ja mam półtoraroczne dziecko i jego zajmuje wkładanie wtyczki kamery do gniazda usb w komputerze. Potrafi tak siedzieć i próbować kilkanaście minut. Czasem żartuję, że syn wcześniej nauczy się obsługi komputera niż mówić, czytać czy pisać.
Chyba coraz większy wpływ na dzieci mają ich rówieśnicy, a nie da się przecież pod kloszem rodzinnym trzymać. Trzeba się z tym pogodzić …
Ale jak ciężko!
wwwwwwwwwiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii
lolloooooooooooolllllllllll ja potrafie zrobić buty które świeca w ciemności z plasteliny hehe