Część druga obrazków z podróży będzie głównie o Polsce. Wróciwszy z Paryża, który średnio mi się podobał, wyruszyłem do Krakowa pociągiem. I już wybór środka lokomocji okazał się dużym błędem, gdyż bezpośredni pośpieszny do Krakowa jechał ponad 8 godzin. Szczęśliwie nie był zapełniony i udało mi się znaleźć przedział, w którym mogłem się wyciągnąć, stosując starą sztuczkę z zasłoniętymi zasłonkami. Ludzie wchodząc do przedziału i rozchylając zasłonki widzieli rozciągniętego faceta na siedzeniach. Wszyscy mówili “o przepraszam” i się wycofywali, a ja dzięki temu miałem prawie całą podróż przedział dla siebie. Nie miałem też wyrzutów sumienia, bo spacerując po korytarzu widziałem, że inne przedziałyn były niemal puste.
Zastanawiające jest to, że PKP nie widzi konieczności włączenia do składu nawet wagonu barowego, a niektórzy jechali aż do Przemyśla, czyli ponad 12 godzin. O czystości w toaletach chyba nie trzeba pisać - to się w PKP chyba nigdy nie zmieni.
Na dworcu w Krakowie oznaczenia wyjść praktycznie nie istnieją, więc udało mi się wyjść z drugiej strony dworca. Dzięki uprzejmości napotkanej pani znalazłem drogę do wyjścia głównego. Zakwaterowany byłem w Bursie St. Pigonia Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ceny, jak dla mnie, ogromne - wyższe niż w Paryżu, ale jak wszedłem do pokoju, to standard wysoki. Łazienka bardzo ładna i czyściutka, TV, lodówka, biurko, duże łóżko. Ogólnie świetnie. Wpadłem na chwilę tylko, żeby zostawić rzeczy i pojechałem na spotkania. Po powrocie wieczorem spotkała mnie niemiła niespodzianka, a mianowicie próba zapalenia lampki nocnej przy łóżku zakończyła się wyciągnięciem niepodłączonego przewodu spod łóżka. Okazało się, że lampka była atrapą, bo przewodu 1.5 metrowego nijak nie dało się dociągnąć do gniazdka. Chciałem wobec tego włączyć lampkę na biurku, ale ta ,mimo że podłączona do gniazdka, również nie zadziałała. Pozostałe sprzęty działały. Atrapy lamp pozostawiam bez komentarza.
Powrót z Krakowa okazał się dużo przyjemniejszy niż dojazd, bo jechałem samochodem i trasę pokonaliśmy w 4.5 godziny, czyli niemal dwukrotnie szybciej niż pociągiem, a to za sprawą całkiem przyjemnej autostrady A4, która owszem jest w niektórych miejscach remontowana, ale nie jest to tak uciążliwe, jak to przedstawiały niektóre media.
A w domu same przyjemności. B. skończył 8 lat i zrobiliśmy małą imprezkę, torcik, ciasto, prezenty. O. wróciła akurat na nią z Warszawy, gdzie się obkupiła w różne ciuchy (jak to kobieta). Trochę z B. podpadliśmy, bo O. kupiła sobie spodnie z haftowaną koroną na pupie, która nas zaskoczyła i jak to faceci - nie mogliśmy się powstrzymać od głupawych komentarzy i chichów-śmichów. Pierwsza lekcja dla B. - jak kobieta pokazuje nowe ciuchy, to zawsze mówić, że ładne. Ewentualnie nic nie komentować
No i teraz powinienem zmienić nazwę bloga, bo O. też już 15 lat skończyła …
A teraz ferie i cały plan tygodnia się przewrócił, ale za to będziemy spędzać więcej czasu ze sobą. Oprócz A., która w pracy do 17.
Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.

Niestety - opuściłem się w pisaniu. Tematów pewnie by nie zabrakło, ale jakoś weny to i owszem.