Obrazki z podróży cz. I

W pociągu relacji Frankfurt n. Odrą – Berlin siedziało niedaleko mnie dwóch młodych Polaków. Obaj eleganccy, w wieku ok. 26-28 lat, z podsłuchanej rozmowy (nie żebym jakoś specjalnie słuchał, po prostu głośno mówili) dowiedziałem się, że obaj są prawnikami pracującymi w kancelarii w Berlinie i chyba nadal studiującymi w Viadrinie we Frankfurcie. Jeden coś wspominał nawet o doktoracie. Większość jednak ich rozmowy kręciła się wokół KASY – ile można zarobić, ile mogliby zarobić, gdyby skończyli ekonomię itp. Po jakimś czasie tematy pieniędzy im się skończyły, więc przeszli na literaturę. No i tu absolutnie mnie rozbawili, bo zaczęli z wielkim zapałem rozmawiać o Harrym Potterze i J.K. Rowlings. Rozbawili mnie, bo literatura, o jakiej rozmawia dwóch wykształconych ludzi z ambicjami nijak nie przystaje do ich wizerunku.

 

Rozczarowanie na lotnisku Tegel w Berlinie

 

Dojechawszy na lotnisko stwierdziłem, że mam 2 godziny do odlotu. Na wejściu zobaczyłem znaczek Hot Spot, więc pomyślałem sobie, że miło będzie spędzić ten czas pisząc i czytając maile. Przykra niespodzianka, bo owszem Hot Spot jest, ale słono za niego trzeba zapłacić (5€ za 30 minut). No to w takim przypadku nie pozostało mi nic innego, jak zacząć pisać notkę na bloga.

 

Zakaz palenia

 

Hotelik skromny, na korytarzu ciemno. Wchodzę do pokoju, rozkładam się i zapalam papierosa. 5 minut po tym, jak skończyłem palić dzwoni telefon i pani z recepcji informuje mnie, że w pokoju nie wolno palić. Permanentna inwigilacja? Big Brother?

No dobrze – trudno. Pomyślałem sobie – pójdę do jakiegoś baru, knajpki – wypiję kawę, czy piwo i sobie zapalę. W życiu! Wszędzie zakaz palenia. Koszmar. Dobrze, że nie mieszkam w Paryżu.

 

Powinności gospodarza

 

Pojawiam się na konferencji, nie znam nikogo oprócz mailowego kontaktu z organizatorem. Jest kawa, ciasteczka na wejściu, kilku zdezorientowanych facetów, ale w grupce – ja niestety sam. Gospodarz, którego poznałem dopiero w czasie odczytu podchodzi do tych, których zna, ale do innych nie. Nie ma żadnego przedstawiania się itp. Dla mnie dziwne, bo gospodarz powinien podejść chyba do wszystkich, których nie zna i się przedstawić, a potem ewentualnie widząc samotnie szwędających się podprowadzić do większych grup i przedstawić innym. Nic to – nie jest moim celem wyżywanie się towarzyskie, więc trzymam się sam i skrzętnie notuję istotne dla mnie odczyty.

 

Miasto aptek i fryzjerów

 

Spacerując po Paryżu stwierdziłem, że jest to miasto aptek i fryzjerów. Chociaż aptek jest nieco mniej niż zakładów fryzjerskich, które oprócz wszelakich knajpek są chyba najliczniej reprezentowanymi „biznesami” w tym mieście. Od ostatniego mojego pobytu (jakieś 15 lat temu) oprócz zakazu palenia nic się nie zmieniło – jak było brudno, tak nadal jest, a paryżanki nieco czarniejsze się stały w ciągu tych lat.