Lub czasopisma czyli interpretacja słówka lub przez Urząd Skarbowy
Przeczytałem dziś notkę Polarnego o lekarzach i taboretach. Pokiwałem głową i pomyślałem, że tak bywa. Nie spodziewałem się, że i mnie spotka sytuacja równie podnosząca mi ciśnienie, co i Polarnemu. A. zakończyła pół roku temu działalność gospodarczą, czyli zamknęła firmę. Skreśliła ją z ewidencji działalności w urzędzie miejskim, ale nie zrobiła tego w innych urzędach (jakby w dobie komputeryzacji nie można było tego załatwić w jednym miejscu). Przyszło się rozliczać z podatku za ubiegły rok i okazało się, że trzeba szybko firmę wyrejestrować z Urzędu Skarbowego. Ponieważ A. pracuje do 17:00, to na mnie spadła ta wątpliwa przyjemność spotkania w US.
A. wypełniła druczek NIP-3 i zgodnie z pouczeniem na druczku dołączyła dokument potwierdzający wykreślenie działalności z Ewidencji działalności gospodarczej. Gdy zaniosłem do US ten NIP wraz z dokumentem, okazało się, że nasza interpretacja słowa LUB jest zgoła odmienna od interpretacji pana z US. Ten poinformował mnie, że mam jeszcze przynieść zaświadczenie z Urzędu Statystycznego. Na to ja mówię, że tu jest napisane:
- w liczbie pojedynczej – dokument, a nie dokumenty,
- słowo LUB, które oznacza, że ten lub tamten dokument.
Niestety pan stwierdził, że błędnie interpretuję ten zapis:

Pan stwierdził, że ten dokument, to dwa dokumenty. Właściwie trudno było mi dyskutować z taką logiką, więc poszedłem do tego Urzędu Statystycznego. I tu na mnie czekała następna niespodzianka naszych urzędników. Otóż urząd ten czynny jest w poniedziałki od 8:00 do 18:00, a w pozostałe dni tygodnia do 14:00. Ja byłem o 14:15 tylko dlatego, że nie mam jeszcze zajęć. Współczuję ludziom, którzy pracują normalnie, czyli od 8:00 do 16:00 – nie wiem, jak oni mają pozałatwiać swoje sprawy urzędowe – zwłaszcza przy takiej interpretacji języka polskiego.
Oczywiście przypuszczałem, że w ustawie będzie jasno napisane, że ten dokument składa się z 2 dokumentów, ale nic takiego jasno nie jest napisane. Pewnie jakiś prawnik by mi to wyjaśnił, ale i tak bym nie zrozumiał, gdyż logika prawnicza różni się od logiki zdroworozsądkowej czy też matematycznej.
I teraz zachodzi pytanie – czy to ja jestem taboretem, czy może ten, kto tworzy przepisy. Na pewno nie są one dla ludzi. Może dla taboretów.
I bardzo źle, że sobie odpuściłeś. Powinieneś udac się do kierownika tego Pana i wyjasnić sobie z nim sprawę. Prawnik interpretuje to co czyta i rzadko stosuje nadinterpretację. W tym wypadku wyraźnie zdanie jest skonstruowane w ten sposób, że logicznie uznaje wybór JEDNEGO DOKUMENTU i nie wybiera go URZĄD a składający. Gdybyś powiedział szanownemu Panu, że w takim razie prosze przyjąć niekompletny zestaw dokumentów, to zobaczyłbyś, że i tak w końcowym efekcie by wyszło na Twoje. Gdyby nie chciał przyjąć trzeba było wysłać poleconym. Ludzi boją się poczty i korespondencji i wolą wiele spraw załatwiać osobiście, marnując w ten sposób swój cenny czas. Gdybyś wysłał pocztą to dopiero oni napisali by do Ciebie, że cos jest nie tak, gdyby było rzeczywiście nie tak. Niestey Panienki (Panki) z okienka czesto przeginają pałę i przepisy bo tak im wygodniej.
No wiem – A. też mi powiedziała, że trzeba było kierownika zawołać. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że byłem potwornie głodny i marzyłem o szybkim zakończeniu sprawy i napełnieniu kałduna.
W świetle takiej interpretacji słowa LUB nie byłoby afery Rywina i postawienia przed sądem Aleksandry Jakubowskiej (faktycznie została uniewinniona). Przyznam, że urzędnik tylko z sobie wiadomych powodów zinterpretował LUB jako „i”
. Może warto by zadać już dla zabawy pisemne pytanie naczelnikowi tego urzędu jak należy zinterpretować ten zapis na formularzu wskazując na konkretne zachowanie urzędnika?
Pismo – dobry pomysł. Na pismo muszą odpowiedzieć! O! Chyba się wezmę i napiszę