13 lutego – nie piątek, a niezbyt szczęśliwy

Nie mogę powiedzieć, że dzień pechowy, bo to nie pech, ale raczej zła karma czy co … B. ma torbiel Bakera, czyli inaczej torbiel podkolanową, a inaczej zwaną cystą Bakera. Byliśmy z byłą i B. dziś u chirurga i niestety skierowanie do szpitala na zabieg usunięcia tej torbieli. Potem czeka go 3 tygodnie gipsu. Strasznie mi go szkoda, bardzo się boi – nie dziwię mu się. Ja też się boję tego zabiegu, bo to w znieczuleniu ogólnym. Poczytałem w litedraturze zagranicznej i w sieci. Zadzwoniłem do kolegi anestezjologa, który obiecał być przy zabiegu i potwierdził, że ten chirurg jest najlepszym chirurgiem dziecięcym w mieście, a sam zabieg trwa do 40 minut i tego samego dnia do domu. Niby mnie trochę uspokoił, ale jednak bardzo się martwię, a zabieg gdzieś w marcu będzie. Wyobrażam sobie, co przeżywa B.

Jutro mama wraca ze szpitala, gdzie znowu jej poprawiali poprzednią operację. Wymiana stawu biodrowego skończyła się złamaniem krętarza. Lekarz operujący zaszył, powiedział, że scalił, a nie scalił. Ordynator jak zobaczył zdjęcia, to się wściekł. Znowu mamę operowali, scalili krętarz popręgiem Webera, ale nie zrósł się, a popręg pękł i krętarz znowu się rozszedł. W poniedziałek mama miała operację i podobno dali grubsze druty i przeszczepili kość, żeby się zrosło.

Dowiedziałem się jeszcze, że mój kolega zginął w Tatrach 12 lutego.

Ogólnie strasznie przykry dzień.