Ojciec i ojczym

Blog ojca siedmiolatka i ojczyma czternastolatki

22 marca 2008

Wesołych Świąt

W dzień Święta Wielkanocnego
życzymy jajka smacznego,
Świąt pogodnych i radosnych
oraz tchnienia wiosny.

 

wielkanoc.jpg


Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
19 marca 2008

Księgarnia partnerska, czyli wpis autoreklamowy

Otworzyłem dziś księgarnię partnerską NEXTO. W ofercie jest sporo pozycji książek w postaci elektronicznej, czyli e-book oraz w postaci dźwiękowej - audio book. Tak naprawdę nie wiem, czemu to zrobiłem. Nie mam nadziei na krociowe zyski, ale myślę, że w dobie powolnego zanikania czytelnictwa będziemy przerzucać się na media elektroniczne, czasopisma będziemy czytać na komputerze lub na elektronicznym tablecie, czy innym urządzeniu,

Z jednej strony to całkiem dobrze, że może mniej papieru będziemy zużywać, z drugiej jednak obcowanie z papierową wersją gazety, czasopisma, książki ma dla mnie jeszcze wartość emocjonalną. Lubię zapach papieru, druku, szelest kartek. Nie wyobrażam sobie czytania przed snem na ekranie laptopa - nie zasnąłbym bojąc się, że mi spadnie na podłogę, a z książką można zasnąć bez obawy. Inaczej jest z książkami audio - dla osób niedowidzących lub niewidzących jest to wspaniałe medium. Zresztą sam lubię słuchać książek czytanych w odcinkach przez znanych aktorów. Natomiast dla młodzieży, która nie czyta nic poza blogaskami i naszą klasą książki audio są chyba jedyną okazją do poznania literatury, o czym zresztą już kiedyś pisałem we wpisie “Dlaczego dzieci nie czytają książek”. Może w ten sposób będą poznawać lektury szkolne.

W każdym razie - jeśli ktoś będzie miał ochotę na zakup czasopisma lub książki w wersji elektronicznej, to zapraszam do mojego sklepiku: audio-ebook.nexto.pl. A nuż coś Wam się tam spodoba i kupicie.


Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
16 marca 2008

Legwan, kameleon, wojna i kule

Legwan Zakończyliśmy sezon zawodów halowych O. i powoli przygotowujemy się do sezonu otwartego. Od kwietnia O. będzie na 3-miesięcznym zgrupowaniu w innym klubie i będzie to dość pracowity okres dla niej i pewnie też dla nas.

W grupie dzieciaków jest przedziwny podział na 2 podgrupy po 3 i 2 dziewczyny. O. znalazła wspólny język z młodszą dziewczynką i nie bierze udziału w głupawych wyskokach drugiej grupy. Cieszy mnie to, bo wykazuje się dojrzałością w dobieraniu sobie znajomych.

To bydle obok, to legwan koleżanki O. Wpisuje się on fajnie w jej marzenia o kameleonie, które na szczęście się nie ziściły, bo nie wiem, jak bym zniósł gada w domu. Wystarcza mi kot, który wybiega z łazienki ciągnąc za sobą czasami wagoniki, które gubi na podłodze w pokoju, co jest normalnym zachowaniem kota - u MinBeat więcej o wagonikach.

B. ostatnio u nas spędził noc. Zasuwa o kulach nawet po schodach, choć lepiej w dół niż do góry. Wczoraj graliśmy w karty - w wojnę przez prawie 2 godziny. Po 1.5 godziny miałem już dość, ale że zostały mi same blotki, to miałem nadzieję na szybkie zakończenie, a tu WOJNA i wygrałem asa. Jeszcze ze 20 minut się męczyłem, żeby przegrać ;) Oprócz wojny bardzo B. wciągnęła gierka w symulację wyścigów konnych, którą zamieściłem na poradniku.

Ogólnie miły weekend, a następny świąteczny. Mam ochotę na taki weekend bez żadnych zobowiązań.


Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
12 marca 2008

Szwy zdjęte

Tydzień od operacji minął. Dziś zdjęto B. szwy. Oczywiście na prywatnej wizycie za 70 PLN bez rachunku. Może ja też zacznę zajęcia prowadzić prywatnie …

Fajny pomysł miała A., żeby zamiast astronomii wprowadzić kierunek astronomia romantyczna bez matematyki i fizyki. Wszyscy studenci byliby zadowoleni, a na zajęciach patrzylibyśmy w gwiazdy na kocykach w ładną pogodę. Żeby tylko więcej studentów płci żeńskiej było, to ja się piszę.

A B. pomyka na kulach jak stary inwalida ;)


Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
6 marca 2008

Wielka ulga

Szpital, operacjaB. miał dziś operację kolana, o której pisałem. Pojechaliśmy na 6:30 - on z matką, ja dojechałem. Przyjęcie na oddział chirurgii dziecięcej szybkie, ale na oddziale zaskoczenie - tylko jedno z rodziców może wejść. Wobec tego ja zostałem zabierając ich płaszcze i buty do samochodu. Odczekałem godzinę, bo międzu 7:00 i 8:00 miał przyjść lekarz zakwalifikować B. do operacji. Przyszedł o 8:05 i od razu, w szybkim tempie założono B. wenflon, czopek w pupę i o 8:10 już go nie było. Przyszedł tylko do drzwi poczekalni i dał mi buziaka - mocno przestraszony i w szoku. Za szybko to zrobili. Jak go zobaczyłem takiego biednego w piżamce, z wenflonem w ręce i karteczką z nazwiskiem przypiętą na piersi, to mało się nie popłakałem.

Następna godzina to chyba jedno z najgorszych przeżyć, jakie sobie można wyobrazić - niepewność o to, co z nim, oddałem swoje dziecko obcym ludziom i zupełnie nie miałem nad tym kontroli. Całe szczęście, że kolega anestezjolog, którego B. zna był z nim i go usypiał, więc jakoś tak lepiej się czułem, że jednak ktoś znajomy z nim jest. Potem telefon od mamy B., że już po i jest wszystko dobrze. Wielka ulga. Po przewiezieniu na oddział zmieniliśmy się przy B. i on już całkiem dobrze się czuł. Pogadaliśmy, poczytałem mu, obejrzał film na DVD.

B. po 15:00 wypisany do domu. Będzie musiał nauczyć się poruszać o kulach, bo ma gips na całej nodze. Ogólnie wyszedł w dobrej kondycji, noga go tylko trochę bolała. Umówiłem się, że po zajęciach w poniedziałek go zabiorę do siebie na popołudnie. Jak już będzie się dobrze czuł, to na przyszły weekend przyjedzie do mnie. Niby mam zawody z dzieciakami, ale na parę godzin na pewno chętnie pójdzie do dziadków, których nie będzie widział przez dłuższy czas.

Ogólnie muszę powiedzieć, że B. był bardzo dzielny w tym wszystkim. Cieszę się, że już jest po. Muszę przyznać, że przez ostatnie tygodnie bardzo mnie ta operacja martwiła. Na szczęście sporo zajęć, więc czasu na rozmyślania mniej.

O sytuacji w szpitalu pisać nie będę, bo nie mam ochoty się denerwować, ale była tam jedna Stara Pierdolona Raszpla, wypisz wymaluj z wpisu Polarnego, która opieprzała mamę B. za różne sprawy, a ona chciała tylko dostać zwolnienie na opiekę nad B. Ta SPR stwierdziła, że jest na zastępstwie, ale to chyba nie jest powód, żeby rzucać się na rodziców małych pacjentów. Inne panie były bardzo miłe, ale akurat taka jedna SPR sprawia, że nerwy i tak napięte do granic możliwości mogą niektórym puścić. Dobrze, że mnie tam nie było, bo ja jako znany choleryk mógłbym wiązankę jej puścić.

(foto: Bento Goncalves, http://www.asterisco21.com.br/


Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
|
web stats stat24