Ojciec i ojczym

Blog ojca siedmiolatka i ojczyma czternastolatki

30 kwietnia 2008

Polski handel

LodyZnowu dłuższa przerwa. Dziś trochę ponarzekam na polski handel. Na ogół nie narzekam, choć wiele rzeczy napotkanych w sklepach doprowadza mnie do białej gorączki. Z najnowszych wyczynów polskich handlowców:

  • lokalny sklep spożywczy firmy SPAR (podaję nazwę, bo niby czemu nie) - niestety jedyny w najbliższej okolicy, więc czasem trzeba robić w nim zakupy. Pisałem już zresztą o nim, jako o obiekcie kamerowanym (nota bene kartka zmieniona została na “Uwaga kamery”). Kupujemy z A. wędlinę. Jest szynka wiejska, więc proszę o 10 plasterków. Pani chwyta 3 zeschnięte i nienapoczętą szynkę. Proszę, żeby mi tych zeschniętych nie dawała i pilnuję żeby je wywaliła. Udało się. Ale ale … Pani ładnie szynkę pokroiła, zapakowała do woreczka. W domu patrzę, a tam “piętka” czyli skórka niejadalna. No trudno - wywalam do śmietnika. Biorę plasterek, a tam w szynce kawałki sznurka, bo pani sprzedawczyni nie chciało się go zdjąć. Szlag mnie trafia, bo trzeba te kawałki wygrzebać z każdego plasterka.
  • lokalny kioseczek typu mydło i powidło. Ja kupuję proszek, a O. loda. Przede mną dziewczynka z ojcem też kupuje loda. Wzięła jakiegoś, ale jak zobaczyła, że O. wyciągnęła rożek wiśniowy, to szybko poszła do lodówki i wymieniła. Podchodzi do lady, a pani mówi - Tego loda nie możesz kupić, bo nie jest wprowadzony. Ręce opadły mi, temu ojcu i O. Dziewczynka wymieniła na poprzedniego. O. też musiała się pogodzić z tym dziwactwem polskiego handlu. Pani mi wyrwała rożek i wrzuciła do lodówki.

A co roku zaskakuje mnie to, że nie mogę w lecie kupić letnich butów, a w zimie zimowych. Według sprzedawczyń zimowe należy kupować w lipcu, a letnie w styczniu. Potem znikają. Pół biedy, jeśli chodzi o dorosłego, ale dzieciakowi kupić w styczniu na lato - a jak mu noga urośnie, to mogę mu w lipcu kupić - kozaki :)) Podobnie jest z kostiumami kąpielowymi, których latem się nie dostanie. No może jakieś odpady, które w styczniu się nie sprzedały.


Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
10 kwietnia 2008

Dać prawo do błędów?

Znowu minęło trochę czasu od ostatniego wpisu. O. już od tygodnia na zgrupowaniu, więc ma niewiele czasu wolnego, bo szkoła, trening, lekcje. Trochę zamieszania się wkrada w życie, ale jeszcze do opanowania. W tym wszystkim ciężko namówić ją do w miarę systematycznego i wcześniejszego robienia zadań do szkoły. Ostatnio (właściwie na dziś) miała przygotować referat. Miesiąc temu uzgodniliśmy, że przygotuje plakat, który jej pomogę stworzyć na papierze A0 do wydruku. Po tygodniu zapytałem o postępy w przygotowywaniu materiałów (zdjęć, tekstu) do plakatu - jeszcze nie było. Po kolejnym tygodniu ponowiłem pytanie - nadal nic. W sobotę poszła do dziadków zeskanować zdjęcia. OK - myślę sobie - w niedzielę będą gotowe materiały, to poskładamy je w plakat i w poniedziałek się da do druku. Niedziela minęła bez zająknięcia się o plakacie. O. wzięła się za przygotowywanie zdjęć i części tekstów w poniedziałek. We wtorek dała mi “gotowe” materiały. Niestety na skanach litery były za małe, żeby je umieścić na plakacie (wspominałem o tym wcześniej), więc prosiłem, żeby teksty przepisała. Z trudem mi się udało ją do tego namówić. Na środę plakat był gotowy. Poszła go zanieść do “poligrafii” i tam niespodzianka - ponieważ plakat miał czarne tło i dużo zdjęć, to cena była 3 razy większa od początkowej (o tym za chwilę). W drugim punkcie już tylko 2 razy więcej, ale za to byłoby gotowe za 3 dni. No i się sprawa rypła, bo czasu nie było ani na zmianę projektu graficznego ani na czekanie. Poszła do szkoły bez plakatu - referat zilustruje zdjęciami z książki.

No i po tym przydługim wstępie nastąpi komentarz :)

Ja się osobiście przejmuję takimi nieterminowymi pracami, ale A. stwierdziła, że należy pozwolić O. na popełnienie błędu i poniesienie konsekwencji zostawiania wszystkiego na ostatnią chwilę. Logiczne jest, że gdyby sytuacja z poligrafią wynikła w poniedziałek, kiedy zgodnie z planem miał być plakat gotowy, to czasu mielibyśmy dość na zmiany.

Jak daleko ingerować w sprawy nastolatki, jak mocno naciskać, żeby coś zrobiła? Zwłaszcza że to jej powinno zależeć na skończeniu wcześniejszym i otrzymaniu dobrej oceny. A. stwierdza, że jedno-dwa przypomnienia powinny wystarczyć i dalej nie należy się zbytnio przejmować. Niech O. się sama nauczy pracy i jej planowania. Może i racja.

A teraz w sprawie ceny wydruku plakatu. Poszedłem do jednego z punktów i zadałem proste (tak mi się wydawało) pytanie - ile kosztuje wydruk na formacie A0 i w jakim pliku należy go przygotować. Odpowiedź - 35 zł i plik CorelDraw z tekstem zamienionym na krzywe. Słowem się pani nie zająknęła o warunkach dodatkowych - że jak będzie dużo (co znaczy dużo?) czarnego, to cena rośnie. Nie było żadnych konkretnych informacji, ile i jakie kolory mają być, żeby cena wynosiła 35 zł. Cena ostateczna podana przez panią w punkcie wzięła się chyba z kapelusza, bo nie rozumiem, na jakiej podstawie. Przedziwna sytuacja - jest cennik i powinien obowiązywać. Przecież na przykład fryzjer nie rzuca ceny w zależności od długości włosów klienta - jest cena za strzyżenie i nie istotne jest, jakie długie klient ma włosy. Czy wsiadając do taksówki dowiadujemy się, że dla chudego cena za kilometr wynosi 2zł, a dla grubego 5zł?


Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
1 kwietnia 2008

Perypetie szkolne

cheryl leeWięcej zajęć ostatnio i brakuje czasu na pisanie notek na bloga, a trochę się działo w ostatnich dniach.

Święta spędziliśmy wspólnie z B., choć O. trochę bardziej przy lekcjach, bo zawaliła kilka przedmiotów. Przed Świętami padło pytanie - Przeczytałaś “Syzyfowe prace?”. Odpowiedź była wiadoma - nie. A omawiacie na lekcjach? - Noooo, chyba taaaak. A minął tydzieńod kiedy otrzymałem podobną odpowiedź od O. na temat tej lektury. A. się lekko wkurzyła i pogoniła O. do czytania, a mnie poprosiła, żebym przeszedł się następnego dnia do szkoły i porozmawiał z wychowawczynią. No i dowiedziałem się o jakichś jedynkach, o tym, że “Syzyfowe prace” omawiają i są po sprawdzianie z treści, że klasówka z chemii poszła nie za bardzo i spisałem sobie oceny ze wszystkich przedmiotów. Wywiadówka była tydzień wcześniej i O. nie dała karteczki z ocenami - chciała ukryć kilka złych ocen.  No i w efekcie dostała szlaban na komputer i treningi na tydzień, telewizja ograniczona do 1 wartościowego filmu i nakaz przeczytania następnej lektury oraz poprawienia kiepskich ocen. Następną lekturę, czyli “Stowarzyszenie umarłych poetów” O. przeczytała w 2 dni, siedziała jak mróweczka przy lekcjach i o dziwo po 2 dniach była całkiem zadowolona z takiego trybu życia. Oceny poprawia, zresztą jest dobrą uczennicą i przynosi głównie 5 i 6, więc bardzo się nie martwiliśmy, ale wyszło na to, że był to dobry moment na szybką i zdecydowaną reakcję.

Teraz O. jest na 3-miesięcznym zgrupowaniu w sąsiednim klubie i na pewno będzie trzeba nieco przeorganizować życie, a i lekcji trzeba będzie bardziej pilnować.

B. po prawie miesiącu wrócił wczoraj do szkoły. Nie chodził do niej w gipsie, bo zbyt łatwo mógłby sobie zrobić krzywdę przy tych biegających i nie zwracających na nikogo dzieciakach. W piątek zdjęli mu gips i powoli dochodzi do sprawności. Na szczęście odrabiał lekcje regularnie i nie ma zbyt wielkich zaległości. Zresztą w II klasie podstawówki te zaległości wielkie nie mogą być.

Oczywiście przy okazji kary dla O. mieliśmy niewielki problem rodzicielski, bo ja utrzymywałem, że trzeba być konsekwentnym i skoro ma szlaban na treningi, to nie powinna na nie jeździć, a A. trochę 2 dni później zaczęła mięknąć, ale w sumie wyszło na moje i chyba dobrze. Czasem wydaje mi się, że jestem dla O. zbyt surowy, co zarzuca mi A., ale ja nie odbieram tego w kategoriach surowości, lecz konsekwencji. Skoro się coś ustala, to należy się tego trzymać.

Przy okazji zmieniłem trochę zdanie o wychowawczyni O., która w rozmowie w cztery oczy zupełnie pozytywne wrażenie na mnie zrobiła. Dzieciakom się wydaje, że ona niewiele wie, co się u nich dzieje, a to jest bardzo mylne przeczucie.

Foto:cheryl lee


Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
|
web stats stat24