Ojciec i ojczym

Blog ojca siedmiolatka i ojczyma czternastolatki

27 maja 2008

Co u dzieci

Dawno nie pisałem, co się dzieje u moich dzieci. A działo się dużo, ale nie będę wszystkiego opisywał, bo to już przeszłość w sumie. Jeśli chodzi o B., to wypracowaliśmy już standard naszych spotkań i zachowujemy od wielu miesięcy ten sam rytm, a to dzięki temu, że ja mam jednak dość luźne godziny pracy i mogę go odbierać ze szkoły zaraz po skończeniu lekcji. B. dalej chodzi na aikido i świetnie mu idzie. Ostatnio dostał od dziadków rower i jak jest u nas na weekend, to zabieram jego rower do siebie i staramy się wybierać na wypady rowerowe. Niedługo wakacje, to może częściej będziemy razem jeździć. (o rowerze już pisałem :) )

O. ciągle na treningach i zawodach. Ostatnio co 2 tygodnie zawody, więc weekendy dość pracowite dla niej i dla nas, bo też jeździmy - A. jako mama i pomocnik, a ja jako trener grupy. O. zrezygnowała z wycieczki szkolnej na rzecz zawodów w tę sobotę, trochę chyba żałuje, ale skoro przygotowuje się do Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży, to dodatkowy start zawsze zbliża ją do kwalifikacji.

Byliśmy kiedyś u dziadków i O. dopadła do starej maszyny do pisania. Napisała kilka słów i pyta “a gdzie jest Enter?”. Znak czasu :)


Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
25 maja 2008

Polskie Koleje Państwowe

Ostatnio miałem wątpliwą przyjemność podróżowania do Warszawy w pociągu Inter City. Z zewnątrz to całe IC wygląda bardzo elegancko i w ogóle wyższa klasa, ale przy bliższym poznaniu niestety to tylko blichtr. W pociągu brudno, w toaletach pełno wody i smród z kibla niesie się na pół wagonu, czyli z obu kibli na cały wagon.

Podróżowanie samemu w przedziale na ogół jest pożądane, ale jeśli ma się ochotę wyjść do toalety, czy też do wagonu barowego, to już nie jest tak różowo, bo trzeba się tarabanić z całym majdanem. A barowy wagon, to osobny rozdział. Barmanka na pytanie, o której dojedziemy do Warszawy zrobiła zdziwioną minę i odesłała do konduktora. Fajnie jest, że jeździ z wózeczkiem i napojami, ale w drodze powrotnej przejechała raz w ciągu prawie 6 godzin podróży i chcąc nie chcąc musiałem znowu z czemodanami do barowego się udać, bo na obiad zostałem uraczony słoną pizzą i pić się chciało.

Bardzo rozbawiły mnie angielskie tłumaczenia na naklejkach w pociągu. Jak widać anglisty nie zatrudnili do tłumaczenia tekstów. Nie umiem ocenić poprawności w innych językach, ale przypuszczam, że jest podobnie. Niestety jakość z komórki w złych warunkach oświetleniowych jest tak kiepska, że nie wszystko można odczytać, więc pozwolę sobie zacytować:

Switch off the blockade of the door.

In case of urgent need opening the door,

to pull for the handle, then open the door by hand.

Unnecessarily usage will be sanctioned.

pkp1.jpg

 

No i jeszcze HAMMER OF SAFETY, czyli młotek bezpieczeństwa:

pkp2.jpg

Jak znajdziecie takie kwiatki, to podeślijcie - z przyjemnością zamieszczę.


Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
16 maja 2008

Wybory

Ostatnio odbywały się u mnie na uczelni wybory do władz wszelakich. Tym razem zależało mi na wejściu do Rady Wydziału i po niewielkiej kampanii wybory w swojej grupie wygrałem. Z dużym zaskoczeniem za to przyjęto wejście do Rady mojego kolegi z Instytutu. Bez kampanii, bez “układów”, kandydatura z sali i wszedł. Cieszy mnie to, bo przynajmniej będziemy mieli większą reprezentację niż dotychczas.

Drugie wybory były do Senatu. Nie mieliśmy naszego kandydata i jakoś tak wyszło, że zgłoszono mnie z sali i wygrałem z kandydatem forsowanym przez  “zaprzyjaźniony” instytut. Oni są tak podzieleni, że najwidoczniej część wolała na mnie głosować niż na “swojego” człowieka. No i tym sposobem znalazłem się już w drugim ciele uczelnianym.

Do tego dochodzi Uczelniana Komisja Rekrutacyjna, w której siedzę od paru lat. I tym sposobem wpadłem w wir tak zwanej pracy organizacyjnej, której zwieńczeniem niejako jest propozycja zostania zastępcą dyrektora instytutu. No to się wpakowałem, bo nie wypadało odmówić. A habilitacja czeka.

Na domiar złego okazało się, że od tego roku doktorzy będą prowadzili u nas magistrantów i już widzę te godziny spędzane na czytaniu prac studenckich.

Wielkimi krokami zbliżają się za to wakacje i chyba większość w domu się z nich cieszy. Może nie A., bo wakacje będzie spędzać głównie w pracy, ale dzieciaki chyba nie mogą  się doczekać. Ja zresztą również. B. dostał ostatnio od dziadków rower i wybraliśmy się już 2 razy na wycieczki razem z A. Trochę jeszcze nie ma kondycji i dodatkowo ciągle jeździ rwanym tempem, ale się pewnie nauczy. O. za to wiecznie na treningach, jutro zawody. Ogólnie przemęczona.


Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
|
web stats stat24