Muszę się podzielić w Wami ostatnimi dość burzliwymi przeżyciami, które mnie spotkały, a których podłoża zupełnie nie ogarniam. Najlepiej zacznę od początku.
Jestem niewierzący, ale nie jestem wojującym antykatolikiem. Jak już wcześniej pisałem, B. miał wolny wybór, jeśli chodziło o lekcje religii. Zdecydował się na nie nie chodzić. Gdy rozwodziliśmy się z jego matką, ona stwierdziła, że chce go ochrzcić i wychowywać w duchu katolickim. Powiedziałem jej wtedy, że najpierw ona sama musi żyć w ten sposób, żeby mogła dać sobą przykład dziecku, żeby umiała odpowiadać na jego pytania dotyczące wiary. I na tym stanęło. B. na religię nie chodzi, wierzyć może i wierzy, a może i nie - no bo co taki 9-latek może wiedzieć, jak nie był wychowywany w wierze?
Kilka dni temu B. powiedział mi w luźnej rozmowie i przypadkiem, że 22.11 będzie miał chrzest. Mnie jakby ktoś w łeb strzelił. Ponieważ rzeczony weekend miał być “mój”, to napisałem SMS-em do matki B. co z weekendem. Odpowiedziała, żeB. zostanie w domu. Ja na to - dlaczego? “Bo mamy zaplanowany” - dostałem odpowiedź. Stąd ewidentny wniosek, że mnie nie miała zamiaru poinformować o chrzcie mojego syna. A że B. nie wiedział o której godzinie i w jakim kościele, to postanowiłem zadzwonić do proboszcza ich parafii.
Proboszcz moim telefonem był dość zszokowany, bo matka B. powiedziała mu, że ja się synem nie interesuję i mnie na chrzcie nie będzie. Jak mu wyjaśniłem, że jest to absolutnie nieprawda, że ona ukrywała ten fakt przede mną i że nie mam nic przeciwko przystąpienia B. do chrztu, jeśli tego chce, proboszcz stwierdził, że w tej sytuacji on czuje się oszukany i nie wie, czy dojdzie w ogóle do sakramentu w wyznaczonym terminie, zwłaszcza że nie dostał jeszcze żadnych dokumentów. Stwierdził, że zadzwoni do niej i dowie się, jak ona sobie to wyobraża i poprosi o wyjaśnienia.
Chyba zadzwonił, bo wczoraj ona do mnie zadzwoniła i wykrzyczała, że jej brużdżę i że poda mnie do sądu o ograniczenie praw rodzicielskich. Przyznam, że mnie mocno zdenerwowała, ale pocieszyłem się, że będzie zabawnie wezwać księdza proboszcza na świadka do sądu.
Czekam na dalszy ciąg wydarzeń. Mam tylko nadzieję, że wykryte oszustwo i to że matka wyszła na idiotkę nie skupi się na B. Bardzo możliwe, że ona mu będzie robiła wymówki, że mi “się wygadał”.

Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.

nie zazdroszczę…
Niestety, zwykle, gdy walczą rodzice, najwięcej obrywają dzieci. Nawet jeśli tylko rykoszetem. Wiem coś o tym.
Ano niestety. Nie bardzo wiem po co ta walka została wywołana. Szkoda mi B.
I po co takie klamstwa ? pisalam juz wczesniej ,ze my mamy taka sama obore z ex mojego meza. Eh , glupoto ludzka …
Żałosne, miłość słaba jak domek z kart. Nie dziw się, że po rozstaniu masz problemy ze swoją byłą żoną. To chyba dość częste i nie ma w tym nic dziwnego. Rodzinę ma się jedną, a ludzie którzy nie rozumieją tej zasady mają potem takie kłopoty. Miłego wyzywania się nawzajem. end.
Bardzo smutny blog, bardzo. Boli, jak się to czyta.
Szkoda, że do “Spraw duchowych” jeszcze taka daleka droga…
Dużo łatwiej jest zobaczyć czyjś problem z boku…