B. miał wczoraj urodziny - dziewiąte. Powinienem pewnie zmienić podtytuł tego bloga, bo dzieci mi rosną. Ale zostanie, jak jest. O. ma już 16, B. - 9.
W weekend B. był u nas i w sobotę był na imprezie urodzinowej u kolegi. Potem pytał, czy on też będzie miał imprezę. Chciałem się jakoś porozumieć w tej sprawie z jego matką, ale ona nie raczy nawet zapytać, co robiliśmy, więc jakoś się nie złożyło. W poniedziałek popłakał się, “bo to najgorsze jego urodziny, bo nie będzie miał nawet imprezy, a wszyscy koledzy mają”. Zapytałem go, dlaczego. “Bo mama nie ma pieniędzy”. No to się lekko wkurzyłem, ale zapewniłem go, że my mu zorganizujemy imprezkę.
Raz dwa zadzwoniłem do kręgielni i zarezerwowałem salę na sobotę, kiedy będzie u mnie. Okazało się, że pakiet urodzinowy (tory do kręgli, soki, czipsy, orzeszki i szampan) kosztują 150 zł, tort we własnym zakresie, parę złotych dla każdego gościa na automaty i całość zamknie się pewnie w 250 zł. B. powiedział, że dołoży ze swoich (ma odłożone) 150 zł. Powiedziałem mu, że to nie jest taki wielki koszt, żeby musiał dokładać ze swoich. Od razu mu się humor polepszył. Dziś zrobiłem mu zaproszenia dla gości.
Aż się prosi o komentarz postawa matki, która dziecku wmawia, że nie ma pieniędzy pracując na dwóch nieźle płatnych etatach, mieszkając z facetem, który też ma pensję i dorabia na ściance wspinaczkowej, a wakacje planują we Włoszech. No cóż - my do Włoch nie pojedziemy. Zresztą 9-latkowi chyba bardziej zależy na imprezie urodzinowej niż na wakacjach we Włoszech.
Chciałoby się dzieciom dać wszystko, ale nie zawsze można. Można jednak im osłodzić pewne braki, a taką osłodą może być choćby zorganizowanie imprezy, czy też jakiegoś wspólnego wyjścia.

Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
