Ojciec i ojczym

Blog ojca siedmiolatka i ojczyma czternastolatki

17 listopada 2008

Sprawy duchowe

Muszę się podzielić w Wami ostatnimi dość burzliwymi przeżyciami, które mnie spotkały, a których podłoża zupełnie nie ogarniam. Najlepiej zacznę od początku.

Jestem niewierzący, ale nie jestem wojującym antykatolikiem. Jak już wcześniej pisałem, B. miał wolny wybór, jeśli chodziło o lekcje religii. Zdecydował się na nie nie chodzić. Gdy rozwodziliśmy się z jego matką, ona stwierdziła, że chce go ochrzcić i wychowywać w duchu katolickim. Powiedziałem jej wtedy, że najpierw ona sama musi żyć w ten sposób, żeby mogła dać sobą przykład dziecku, żeby umiała odpowiadać na jego pytania dotyczące wiary. I na tym stanęło. B. na religię nie chodzi, wierzyć może i wierzy, a może i nie - no bo co taki 9-latek może wiedzieć, jak nie był wychowywany w wierze?

Kilka dni temu B. powiedział mi w luźnej rozmowie i przypadkiem, że 22.11 będzie miał chrzest. Mnie jakby ktoś w łeb strzelił. Ponieważ rzeczony weekend miał być “mój”, to napisałem SMS-em do matki B. co z weekendem. Odpowiedziała, żeB. zostanie w domu. Ja na to - dlaczego? “Bo mamy zaplanowany” - dostałem odpowiedź. Stąd ewidentny wniosek, że mnie nie miała zamiaru poinformować o chrzcie mojego syna. A że B. nie wiedział o której godzinie i w jakim kościele, to postanowiłem zadzwonić do proboszcza ich parafii.

Proboszcz moim telefonem był dość zszokowany, bo matka B. powiedziała mu, że ja się synem nie interesuję i mnie na chrzcie nie będzie. Jak mu wyjaśniłem, że jest to absolutnie nieprawda, że ona ukrywała ten fakt przede mną i że nie mam nic przeciwko przystąpienia B. do chrztu, jeśli tego chce, proboszcz stwierdził, że w tej sytuacji on czuje się oszukany i nie wie, czy dojdzie w ogóle do sakramentu w wyznaczonym terminie, zwłaszcza że nie dostał jeszcze żadnych dokumentów. Stwierdził, że zadzwoni do niej i dowie się, jak ona sobie to wyobraża i poprosi o wyjaśnienia.

Chyba zadzwonił, bo wczoraj ona do mnie zadzwoniła i wykrzyczała, że jej brużdżę i że poda mnie do sądu o ograniczenie praw rodzicielskich. Przyznam, że mnie mocno zdenerwowała, ale pocieszyłem się, że będzie zabawnie wezwać księdza proboszcza na świadka do sądu.

Czekam na dalszy ciąg wydarzeń. Mam tylko nadzieję, że wykryte oszustwo i to że matka wyszła na idiotkę nie skupi się na B. Bardzo możliwe, że ona mu będzie robiła wymówki, że mi “się wygadał”.

krzyz1.jpg


Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
17 listopada 2008

Podsumowanie wakacji

 Ten wpis zacząłem już jakiś czas temu, ale coś mnie oderwało.

Wakacje się skończyły, wróciliśmy do codzienności szkolno-zawodowej, czas więc w skrócie napisać, co robiliśmy i jak się bawiliśmy.

Spędziliśmy tydzień wspólnie, całą bandą w Dziwnowie. Pogoda okazała się łaskawsza niż zapowiadano to w prognozach telewizyjno-internetowych. W Dziwnowie zatrzymaliśmy się w Ośrodku Wczasowym Zastal, który serdecznie polecam poszukującym spokoju, bliskości morza, smacznych posiłków o określonych porach i atmosfery wczasów z FWP.

Chciałem tu trochę ponarzekać na  różne miejsca, ale to w innym wpisie. Ogólnie wakacje już pachną zeszłorocznym śniegiem, więc nie ma co do nich wracać. Było fajnie i tyle.

zachod.jpg


Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
15 sierpnia 2008

Zasłużony urlop

No to jutro wyjeżdżamy na morze. Zgodnie z moimi przewidywaniami pogoda się “załamała”, co z kolei mnie załamało. Od dziś leje, na Opolszczyźnie trąby powietrzne, nad morzem sztorm i tak ma być przez najbliższe 3 dni, a potem może pogodniej.

Pierwszy wspólny wyjazd całą rodziną. Ciekawe, jak przeżyjemy - zwłaszcza w taką pogodę.

rosa.jpg


Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
22 lipca 2008

Przerwa

Oj dawno nie pisałem. Przerwa związana z różnymi zawirowaniami rodzinnymi, ale już jest OK. Wakacje, więc dzieci w domu jakby mniej. O. była przez 10 dni u rodziny na wsi, B. pojechał nad morze z mamą. Wkrótce ważne zawody O. i będzie się działo :)

Na wakacje razem w czwórkę jedziemy w sierpniu i martwią mnie prognozy pogody. Podobno ma być chłodno.

A ja dostałem od najlepszej z żon prezent imienionowo-urodzinowy (bo będziemy go spłacać przez najbliższy rok). A prezentem jest wymarzona przeze mnie lustrzanka cyfrowa Sony Alpha 200. Wybór padł na Alph, bo mam obiektywy jeszcze od analogowej Minolty. Po paru dniach testów stwierdziłem, że najlepszy jest obiektyw Minolta 50/1.7. Bardzo ładnie rysuje i przyjemnie jest szybko móc ocenić jakość zdjęć. Może teraz trochę więcej zdjęć się tu pojawi, a i charakter bloga będzie ewoluował w kierunku mniej osobistych wynurzeń ku rekreacjom fotograficznym.

p1.jpg

 

A to zdjęcie pałacu w Żaganiu. Ładny pałac, piękny park, ale miasto przedziwnie pomieszane. Obok pięknych kamieniczek stoją bloki z lat 60-tych.


Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
12 czerwca 2008

Sędziowanie

Sędzia też człowiek  - się mówi, ale chciałoby się, żeby jego błędy nie wypaczały współzawodnictwa sportowego. Piszę to oczywiście pod wpływem ostatniej minuty meczu Polska-Austria na  Euro 2008, kiedy sędzia piłkarski podyktował rzut karny za przewinienie, które zwykle “puszczane” jest w trakcie gry i na pewno nie dyktuje się za to rzutu karnego. Ostatnia minuta meczu i przez jednego człowieka zaprzepaszczony zostaje wysiłek 11 ludzi, którzy walczyli, byli lepsi przez większą część 90-minutowego meczu, a tak naprawdę dostają karę nieadekwatną do przewinienia. Większość z Was pewnie to widziała. Moim zdaniem karny był niesprawiedliwy, sędzia może się pomylił, a może nie.  Wypaczony został wynik tego meczu. Dobre chociaż w tym, że spotkało to dorosłych ludzi, którzy niejeden raz zostali w ten czy inny sposób przez sędziów skrzywdzeni, oszukani.

Inna sytuacja, moim zdaniem dużo gorsza. Zawody jeździeckie, O. spada na parkurze i zostaje za upadek wyeliminowana. No cóż - decyzja sędziego, ale niezgodna z przepisami. Doczytałem przepisy i okazuje się, że upadek nie eliminuje zawodnika, ale było już za późno. Płacz i rozpacz. Przez nieznajomość przepisów przez sędziego skrzywdzono dziecko. Szkoda, bo sporo pracy w przygotowania włożyła, a jeden błąd człowieka przekreślił jej marzenia o skończeniu zawodów.

Sytuacja z dzisiaj. B. brał udział w mistrzostwach miasta w pływaniu klas II. Wygrał swoją serię kwalifikacyjną, ale nie dostał się do finału. Czemu? Bo miał za słaby czas. Ale nikt nie przedstawił jemu i jego kolegom zasad zawodów. Był szczęśliwy, że wygrał - był pierwszy, najlepszy. Ale do finału się nie dostał. Długo mi zajęło wyjaśnienie mu zasad tych zawodów. Gdyby płynął z lepszymi zawodnikami, to pewnie bardziej by się sprężył i czas miałby lepszy. I znowu dorośli skrzywdzili w pewien sposób dziecko. Nie wiem czy nie zabili w nim chęci walki. Dziecko myśli przecież inaczej niż dorosły - byłem najlepszy, więc powinienem brać udział w finale. Zresztą na wszystkich zawodach pływackich, które obserwowałem do finału wchodzili ci, którzy wygrali swoje serie kwalifikacyjne (bez względu na czas) i kilku z najlepszymi czasami (chyba dwóch).

Apeluję do sędziów wszelkich dyscyplin. Pamiętajcie, żeby po pierwsze swoje decyzje podejmować z duchem sportu i żeby wątpliwości działały na korzyść zawodnika, a do działaczy - organizujcie zawody i twórzcie przepisy w taki sposób, żeby dzieci nie zniechęcać do dalszej pracy i startów.


Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.
web stats stat24