Ostatnio miałem wątpliwą przyjemność podróżowania do Warszawy w pociągu Inter City. Z zewnątrz to całe IC wygląda bardzo elegancko i w ogóle wyższa klasa, ale przy bliższym poznaniu niestety to tylko blichtr. W pociągu brudno, w toaletach pełno wody i smród z kibla niesie się na pół wagonu, czyli z obu kibli na cały wagon.
Podróżowanie samemu w przedziale na ogół jest pożądane, ale jeśli ma się ochotę wyjść do toalety, czy też do wagonu barowego, to już nie jest tak różowo, bo trzeba się tarabanić z całym majdanem. A barowy wagon, to osobny rozdział. Barmanka na pytanie, o której dojedziemy do Warszawy zrobiła zdziwioną minę i odesłała do konduktora. Fajnie jest, że jeździ z wózeczkiem i napojami, ale w drodze powrotnej przejechała raz w ciągu prawie 6 godzin podróży i chcąc nie chcąc musiałem znowu z czemodanami do barowego się udać, bo na obiad zostałem uraczony słoną pizzą i pić się chciało.
Bardzo rozbawiły mnie angielskie tłumaczenia na naklejkach w pociągu. Jak widać anglisty nie zatrudnili do tłumaczenia tekstów. Nie umiem ocenić poprawności w innych językach, ale przypuszczam, że jest podobnie. Niestety jakość z komórki w złych warunkach oświetleniowych jest tak kiepska, że nie wszystko można odczytać, więc pozwolę sobie zacytować:
Switch off the blockade of the door.
In case of urgent need opening the door,
to pull for the handle, then open the door by hand.
Unnecessarily usage will be sanctioned.

No i jeszcze HAMMER OF SAFETY, czyli młotek bezpieczeństwa:

Jak znajdziecie takie kwiatki, to podeślijcie - z przyjemnością zamieszczę.
Ten wpis pochodzi z bloga Ojciec i ojczym.


. (
. 